niedziela, 7 maja 2017

4 miejsca mojego dzieciństwa

Witam Państwa na pokładzie. Proszę zapiąć pasy i wyłączyć telefony komórkowe. Mogą wystąpić turbulencje. Ruszamy w nostalgiczną, sentymentalną, cukierkową podróż w przeszłość - wybierzemy się do miejsc, które odegrały szczególnie ważną rolę w moim wczesnym dzieciństwie albo po prostu wiążą się z nimi wspaniałe wspomnienia z najmłodszych lat.
Start za trzy... dwa... jeden...





Wypożyczalnia filmów


Jedno z miejsc, które najlepiej pamiętam i najmilej wspominam z najmłodszych lat, bo też mocno oddziaływało na moją wyobraźnię. To były jeszcze czasy, kiedy filmów raczej nie oglądało się w Internecie, a właśnie między innymi wypożyczało w szarobłękitnych pudełkach, na płytach DVD. Czasy, które minęły, bo  wypożyczalnia, którą kiedyś odwiedzałam, już nie istnieje - na jej miejscu wybudowano teraz nowe sklepy.
Pamiętam ogromną salę, pełną półek z filmami, z plakatami znanych produkcji na ścianach, tymi figurami z kartonu, które czasem można zobaczyć w kinie, paczkami czipsów, żelków i popcornu przy kasie. Jako mała dziewczynka buszowałam po całej wypożyczalni, przeglądając najróżniejsze filmy, czasem wybierając sobie jakieś pozycje do obejrzenia. To były takie podróże przez kolorowe zdjęcia, tytuły, gatunki, nazwiska aktorów, historię kina, streszczone w kilku zdaniach fabuły. Najwięcej czasu spędzałam oczywiście w dziale filmów dla dzieci, ale ile można patrzeć na te same pudełka? Dlatego też wędrowałam po całej sali, wzdłuż wszystkich regałów, oglądając kolorowe okładki i czytając opisy z tyłu. Między innymi stąd wzięła się moja dziecięca miłość do blurbów. Rekomendacje i krótkie streszczenia z tyłu pudełek chłonęłam jak gąbka, a później sama entuzjastycznie tworzyłam takie chwytliwe opisy do wymyślonych książek i filmów.
Kojarzycie te dramatyczne wstawki na początku postów, jak z jakichś trailerów? 
To już wiecie, skąd najpewniej to mam. 
Anegdotka: raz, w wieku chyba sześciu, siedmiu lat, poszłam do działu komedii romantycznych i pamiętam, że trafiłam na film o wdzięcznym tytule ,,Zack i Miri kręcą porno". 
Byłam wtedy święcie przekonana, że ,,porno" to komedia romantyczna. 
O, słodka naiwności...

Stacja benzynowa


Wiem, to nie brzmi jak jakoś szczególnie atrakcyjne miejsce dla dziecka, ale często jeździłam tam z tatą, aby zatankować i umyć samochód. Pamiętam, jak patrzyliśmy przez szybę automatycznej myjni na te wielkie szczotki, uwielbiałam to. Pamiętam też, jak tata kupował mi Kinder Niespodziankę. Taka mała tradycja.
Kiedy byłam mała wykazywałam w ogóle pewne zainteresowania w kierunku motoryzacji, chociaż to może za dużo powiedziane. W najwcześniejszych latach życia ponoć lubiłam patrzeć na przejeżdżające tramwaje i uwielbiałam ,,Boba Budowniczego" - chciałam bawić się koparkami, a rodzice zabierali mnie do Praktikera, żeby popatrzeć na pomarańczowe betoniarki, które wywoływały we mnie absolutny zachwyt. Moja miłość do rzeczy związanych z budową minęła wprawdzie dość szybko, ale później lubiłam też marzyć o szybkich samochodach - bawiłam się małym, czerwonym autkiem a już kiedy byłam starsza, zaczytywałam się w książkach o Panu Samochodziku. Uwielbiałam tę serię za podróże, które odbywał tytułowy bohater, zagadki kryminalne, fałszerstwa obrazów, motywy historii, antropologii, archeologii oraz historii sztuki, no i wreszcie - niezwykły wehikuł tytułowego bohatera, pokraczny grat, który skrywał silnik Ferrari 410 Superamerica i potrafił rozwijać niesamowitą prędkość. Wtedy też dowiedziałam się, o co chodzi z końmi mechanicznymi i potrafiłam z powagą zapytać kogoś znajomego, ile jego auto ma koni.

Plaża


Mieszkam nad morzem, więc mam plażę niedaleko i to również jedno z najważniejszych miejsc mojego dzieciństwa. 
Na takie tradycyjne, letnie plażowanie nad Bałtykiem chodzę rzadko. Lodowata woda pełna glonów, dryfująca po falach plastikowa siatka, gąszcz parawanów, leżenie plackiem i wystawianie się na działanie słońca (zawsze uciekam w cień) - to jakoś mnie nie kręci, nie zachęca do kąpieli czy długiego przesiadywania na plaży, tym bardziej, że polska pogoda bywa zdradliwa. Chociaż kiedy byłam mała, to nieszczególnie mi to przeszkadzało i z piskiem rzucałam się do zimnej wody czy z zadziwiającym entuzjazmem grzebałam łopatką w piasku. 
Wracając - nie, to nie możliwość plażowania sprawia, że darzę tę lokalizację taką miłością.
Zawsze, od małego, rodzice zabierali mnie na długie spacery brzegiem morza. 
Stąd też krajobrazy, do których mam największy sentyment i które przewijają się stale w moich wspomnieniach, to plaża z białym, chłodnym piaskiem, tworzone własnoręcznie zamki albo piaskowe ciastka. Smażalnia ryb, drewniane mola i stoły do cymbergaja. Statki na horyzoncie, skrzeczące mewy na niebie i budki z goframi. Równoległe do plaży alejki, puste albo wypełnione spacerowiczami.
No i wreszcie - morze. Gładkie i błękitne, wzburzone i ciemnogranatowe, szarozielone i pryskające słoną wodą. Spokojne albo wściekłe, najeżone żaglami desek windsurfingowych albo ciche, puste, sięgające daleko, daleko, gdzieś tam do odległej Szwecji. Syczące pianą, szumiące delikatnie. Wyrzucające na brzeg meduzy, różowe i białe muszelki oraz te małe złote odłamki, kto wie, może tylko szkiełka, a może prawdziwe bursztyny? Skute lodem, zlewające się z pogodnym niebem, zaróżowione od zachodzącego słońca. Morska bryza, zapach słonej wody, szum fal - to są jedne z najważniejszych elementów mojego dzieciństwa. Morze do dzisiaj kocham ogromną miłością i chyba już zawsze będzie we mnie wzbudzało ten sam dziecięcy zachwyt. 


Księgarnia/biblioteka


Miałam ogromne szczęście, bo od małego rodzice czytali mi na głos i opowiadali bajki. Dlatego też dorastałam otoczona książkami i uwielbiałam je nawet zanim nauczyłam się odszyfrowywać literki - w wieku trzech czy czterech lat lubiłam siadać z jakąś powieścią na kolanach, na przykład w środku zatłoczonej księgarni i udawać, że czytam. Po prostu wymyślałam własną historię, na podstawie obrazków albo nawet nie i z uczuciem deklamowałam ją na głos, wzbudzając zdziwienie niewinnych klientów.
Pamiętam, że niedaleko mojego domu była mała, prywatna księgarnia, ciasna i pełna książek układanych w stosy i rzędy na regałach. Fantastyczne miejsce, uwielbiałam do niego chodzić i buszować wśród woluminów. Potem niestety sklep został zamknięty, pewnie padając ofiarą sieciówek.
Drugie miejsce związane z książkami to oczywiście biblioteka - w tym wypadku szkolna, z której w podstawówce masowo wypożyczałam różne pozycje, a w szóstej klasie chodziłam tam również na warsztaty pisarskie. Jako mała dziewczynka pochłaniałam dosłownie powieść za powieścią i właściwie teraz, gdybym miała przejść się tam wzdłuż regałów z literaturą dziecięcą, to naprawdę, naprawdę dużo ze zgromadzonych woluminów mogę wskazać jako przeczytane. Pamiętam, jak bibliotekarki pewnego dnia powiedziały mi, że moja karta biblioteczna jest wypełniona z obu stron (wtedy jeszcze były takie papierowe kartki z tabelkami!) i że zawsze cieszą się, spotykając takich czytelników.
A jak ja się wtedy cieszyłam!




Zdjęcie: kaboompics

13 komentarzy:

  1. Za moich dziecięcych czasów, wypożyczalnia filmów także była mi bliska, ale wtedy były kasety VHS :)

    Motoryzacja była i jest mi bliska. Mam sporą wiedzę jak na kobietę, potrafię też zdefiniować "moment obrotowy".
    Jak byłam mała, zostawałam w samochodzie, kiedy tata nastawiał myjkę. Obserwowanie wielkich szczot od wewnątrz, to było coś!
    Teraz wole raczej myć samochód sama. Te szczoty, tak naprawdę, zostawiają mikro rysy na lakierze. Po latach mycia na mechanicznej myjni, lakier matowieje.
    Preferuję ręczne mycie i sama też woskuję.
    Od dziecka lubię... - wiem, że to baardzo dziwne - zapach benzyny...

    Morze i plaża nigdy mnie nie pociągały, ja także nie jestem zwolenniczką smażenia się na słońcu. Ale wiem doskonale o czym mówisz, bo ja mam ten sam sentyment, tyle że do Mazur. Ale nie do turystycznych miasteczek, do dzikich Mazur i wielkich jezior, o taflach nierzadko gładkich jak lustro.
    Przepięknie opisałaś morze. Przez słowa czuć, że je sobie wielce cenisz.

    Ja karty biblioteczne w szkole wypełniałam z obu stron bardzo szybko. W ciągu roku szkolnego, musiałam ich mieć kilka.
    Potem biblioteka rejonowa i oczywiście księgarnie, bo niektóre książki musiałam mieć. Mam takie, do których często wracam.
    I antykwariaty - niekiedy leżą tam takie perełki, a za grosze można dostać. I ten zapach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O motoryzacji prawie nic nie wiem. Tylko kiedy byłam mała, lubiłam sobie marzyć o szybkich samochodach i na tym zainteresowanie się na razie skończyło :D
      Zapachu benzyny nie lubię, ale lubię widok rozlanej benzyny i jak tak mieni się wszystkimi kolorami tęczy, ładnie to wygląda ;)
      Również uwielbiam jeziora, aczkolwiek ja częściej jeździłam nad kaszubskie - ciche, z szumiącymi trzcinami, otoczone sosnowym lasem, z gładkimi taflami...
      ,,Niektóre książki musiałam mieć" - och, skąd ja to znam :D Również mam takie, do których lubię wracać, zresztą ja w ogóle lubię mieć książki na swojej półce i móc w dowolnej chwili do nich zajrzeć :)
      Tak, antykwariaty mają w sobie coś niesamowitego. A zapach starych książek jest obłędny po prostu.

      Usuń
  2. O kurcze, szkoda że nigdy nie widziałam wypożyczalni filmów. Niestety, jako dziecko miasto znałam tylko ze strony szpitali a nie tych przyjemniejszych miejsc. Tak samo, jako typowe dziecko wsi, nigdy nie byłam w myjni samochodowej - ale za to znałam takie miejsca z bajek :D
    Pochwała z biblioteki to musiało być coś! Ja niestety nigdy się na nią nie załapałam, raczej dostawałam ujemne punkty z zachowania za brak wypożyczonych książek. A głupio było tłumaczyć, że w domu mam więcej książek niż oni w bibliotece i wolę je czytać :D Za to teraz jestem wzorowym obywatelem biblioteki...

    OdpowiedzUsuń
  3. O, też chodziliśmy do wypożyczalni, ale to była rzadkość i zawsze niezwykłe wydarzenie. Chyba nawet jeszcze działa, bo czasem mijam jedną, nie jestem jednak pewna czy to ta - choć chyba wolę nie sprawdzać, bo jest naprawdę potwornie obskurna. :D
    Za to myjnie! O tak! Ja z tatą zawsze wjeżdżaliśmy do automatycznej w głębokim przekonaniu, że na Ziemię przybyli straszni, wielcy, dudniący i szalenie włochaci kosmici, którzy usiłują sforsować nasz samochód. I krzyczeliśmy. Ach, lubię mojego tatę :'D Zawsze udawało nam się cudem wykaraskać i wydrzeć z podłych macek włochatych kosmitów, choć czasem byliśmy już o włos od zguby... A najgorzej było, kiedy pod koniec całej procedury na samochód opuszczano suszarkę. Wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, że kosmici usiłują zmiażdżyć nasze nieugięte auto, ale i ten niecny plan spalał zwykle na panewce, a my uchodziliśmy z życiem.
    Pięknie opisujesz morze <3 Również jestem jego zagorzałą wielbicielką. A takie spacery wzdłuż brzegu brzmią magicznie i kojąco. Jeju, mogłabym mieszkać kiedyś nad morzem, naprawdę.
    Ze swojego wczesnego dzieciństwa, w okolicach lat przedszkolnych, pamiętam poza miejscami bardziej oczywistymi głównie małe i mocno kiczowate centrum handlowe, w którym mieściła się szkoła baletowa dla małych Bukiew i im podobnych. Po każdych zajęciach, jak nakazuje dieta baletnicy!, chodziłam wtedy do cukierni i jadłam najlepsze ciastko na świecie, mięciutkie i czekoladowe, z masą czekoladową i wiórkami czekoladowymi, wspominałam o czekoladzie? Nazywało się "Szanty" i nie wiedziałam, co ta nazwa znaczy, ale zawsze brzmiała tak bajkowo i ulotnie (zupełnie nie jak rzeczywiste szanty, których, choć sympatycznych, tak jednak bym nie określiła :'D Dobre jest na przykład "Kiedy szliśmy przez Pacyfik...". Zaraz. Czemu, u licha, buduję szalone dygresje o pieśniach żeglarskich). Ach, smaki dzieciństwa.
    Kłaniam się najniżej w świecie,
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis wielkich, włochatych kosmitów absolutnie podbił moje serducho, to takie fajne i urocze! ♥ Całe szczęście, że udało Wam się ujść z życiem i niecny plan kosmitów nie wypalił!
      Spacery brzegiem morza to jedna z najbardziej magicznych i kojących rzeczy, jakie istnieją, och tak. Morze dla mnie jest najpiękniejsze poza sezonem, jesienią, zimą lub wiosną - można spokojnie przechadzać się plażą, czuć zapach bryzy, wiatr we włosach, słyszeć szum fal. Morze to dla mnie w ogóle połączenie spokoju z takim nieokreślonym poczuciem wolności... oj, wybacz, poniosło mnie trochę :)
      Też chodziłam kiedyś na balet!
      ,,Way hay roluj go!" Uwielbiam tę piosenkę, śpiewaliśmy to przy ognisku na wycieczkach! :D Wpada w ucho strasznie.
      ,,Taki był cholerny sztorm!"
      Kłaniam się nisko!

      Usuń
  4. ciekawe te miejsca... szczerze to nigdy nie byłam w wypożyczalni filmów i z tego co wiem nawet żadnej nie ma w okolicy.
    Słodkie wspomnienia z myjni i stacji benzynowej. Też tak chce. Dlaczego mój tata zmuszał mnie do mycia auta zamiast patrzyć jak ono samo się myje?
    Też czytałam książki bez znajomości liter! Tylko ja to robiłam kryptonimem, bo za pomocą dziwnych głosek :P
    Wspomnienia z dzieciństwa zawsze najlepsze i oby ich było jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że w naszej okolicy nigdy nie było wypożyczalni filmów :/. To musiało być magiczne miejsce.
    W dzieciństwie najbardziej lubiłam spędzać czas w szkole. Po lekcjach, oczywiście :P.
    Co tydzień spotkałyśmy się z koleżankami na łączniku żeby udawać baletnice. Gość od monitoringu musiał mieć niezły ubaw :').
    A jaką miałyśmy radochę, kiedy znalazłyśmy ,,tajemny korytarz" prowadzący do siłowni licealistów. Kiedy zamknęli przejście byłyśmy przekonane, że zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach :'D.
    Ach, chciałoby się wrócić do tych czasów :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie szkoła też była tajemniczym miejscem. ,,Tajemne korytarze", te sprawy :D U mnie najwięcej magii miała w sobie enigmatyczna szkolna piwnica... kiedy byłam mała, z przyjaciółką wpychałyśmy do dziurki od klucza kawałki chleba, bo wierzyłyśmy, że panie woźne więżą tam smoka Tabalugę z bajki :D
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  6. O tak. Wypożyczalnia, w moim wypadku Video World, była zdecydowanie przesiąknięta tajemnicą. Pamiętam, właśnie, jak niesamowite wydawało się to miejsce i jak ciągnęłam tatę za rękaw, zawsze gdy przechodziliśmy obok, żeby "wypożyczyć tylko jeden film" i obiecując mu, gdy się powoli poddawał, buziaka za taką dobroć. Co miał robić xD
    I u nas wypożyczalnia została zamknięta i przez kilka lat zostawała tylko słodkim wspomnieniem, ostatnio jednak wznowili swoją działalność. Już zapomniałam jak to jest :)
    W moim przypadku również szkolna biblioteka odgrywała niemałą rolę, choć nie wypożyczałam tam zbyt wiele książek, ale czytałam z podziałem na role komiksy na dywanie z koleżanką. Ach. Wspaniałe musiało mieć tyle pieczątek na karcie ^^
    Bardzo sympatyczny post. Dzieciństwo to coś o czym można w nieskończoność mówić! I słuchać :3 o tak. Teraz wszystko staje się coraz bardziej suche, a wtedy, wtedy wszędzie była tajemnica!

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało się te sposoby na namówienie rodziców ;D
      O, to fajnie, że wznowili działalność, ta moja już nie wróci pewnie nigdy, inne sklepy zajęły jej miejsce.
      O tak, o dzieciństwie można opowiadać i słuchać w nieskończoność! Dokładnie, wtedy wszystko było takie magiczne, niesamowite, tajemnicze... kiedy wspominam, to aż sama jestem zaskoczona, jak bujną miałam kiedyś wyobraźnię i jak w moich oczach codzienne sytuacje stawały się zaczarowane czy ekscytujące :)
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  7. Czy mi się wydaje, że tylko jakieś kijowe dzieciństwo? Właściwie nie mam miejsc z dzieciństwa, które odegrałyby jakąś ważna rolę i które byłyby ze mną jakoś bardziej emocjonalnie związane.
    Ech, w podstawówce wśród moli czytelniczych było prześciganie się, kto będzie miał więcej wypełnionych kart :D
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiałam kinder-niespodzianki! (kocham je po dziś dzień) Dla mnie jedzenie go było małym rytuałem. Odwijanie sreberka, dzielenie na dwie części, składanie zabawki z siostrą. Oddawałam temu zadaniu czcigodną cześć, hahahaha.
    Z morzem mam taką samą relację co ty. Mieszkam w jego okolicach i od dziecka pamiętam, jak biegałam za moim psem na plaży, denerwując przy tym wszystkich dookoła.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój telefon wyłączyłam... a nie, czekaj. Straciłam do niego dostęp po wczorajszym upadku. ;C To cholernie boli.
    Przynajmniej byłas już poniekąd obeznanym dzieckiem. xD Ja niestety nie poznałam wypożyczalni filmów. Za to oglądałam głównie bajki, rzadziej filmy na kastech VHS. Później tata kupił odtwarzacz DVD.
    O tak, stacja benzynowa! W końcu zobaczę mojego wymarzonego psa- dalmatyńczyka! Prawie zawsze tam bywał, a ja marzyłam o takim przyjacielu. Kinder niespodzianki z kolei nie mogłam nie dostać jak wypatrzyłam w sklepie. <3 Jaką miałam olbrzymią kolekcję zabawek.
    Nad morzem byłam raz. Po powrocie (a własciwie już tam) życie mi się zaczęło walić. Ciągle pod górkę... Plażę mam niedaleko, ale nad rzeką. Uwielbiałam tam się kiedyś kąpać.
    Mała ja uwielbiała zagłębiac się w świat książek, głównie fantastycznych. Miałam bogatą wyobraźnię, czego najwyraźniej rówieśnicy nie rozumieli.

    OdpowiedzUsuń