niedziela, 1 listopada 2015

,,Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości" (Mt 5,6)

 Ostatnimi czasy doszłam do wniosku, dosyć oczywistego, acz smutnego, że dawno nie było na tym blogu żadnej recenzji. Okazja do zmienienia tej sytuacji nadarzyła się szybko, ponieważ przeczytałam ostatnio dwie pozycje stanowczo warte ocenienia. Zastanawiałam się, którą wybrać, na szczęście nie jakoś długo- pomogła mi w tym  Tutti (dziękuję!), radząc, żebym napisała dwie recenzje. Do tego dochodzą dwie nominacje do Liebster Blog Award. Dlatego też uznałam, że w tym poście będzie jedna opinia i jedna nominacja, a w kolejnym druga opinia i druga nominacja. No czyż ja nie jestem mądra? (nie, nie jestem, ale ćśś)
Tak, teraz jest ta chwila, w której można klaskać. 
No to jedziemy z koksem, a dokładniej z ,,Mieczem lata" Ricka Riordana (wydawnictwo Galeria Książki).



Większość ze stałych czytelników dobrze wie, że Riordan należy do moich ulubionych autorów (ostatnio wprawdzie spadł w mym osobistym rankingu, ale i tak go lubię). Owszem, jego książki to młodzieżówki, jednak moim zdaniem są  naprawdę zacne. No i nie ukrywam- mam do twórczości tego pisarza niesamowity sentyment, bo wiążą się z nią różne ważne dla mnie wspomnienia (i to w sumie chyba odgrywa najważniejszą rolę w moim stosunku do twórczości tego pana).  Dlatego też nic dziwnego, że na najnowszą powieść „Miecz lata” czekałam z utęsknieniem. Zwłaszcza, że na scenę miał wkroczyć nowy bohater i nowa mitologia, a ja już szczerze mam dosyć Percy’ego i spółki (Ile można?! Ma wyjść jeszcze kolejna seria z greckimi i rzymskimi półbogami. Panie Riordan, czy pan trochę nie przegina? Może tak coś nowego?...). 
Mimo tego, że starzy bohaterowie również pojawiają się w przygodach Magnusa Chase’a i tak ta seria wydawała się powiewem swego rodzaju świeżości... (wielki comeback budujących napięcie wielokropków!).

Ale zacznijmy od początku, a dokładniej od krótkiego opisu fabuły.
Magnus Chase od dwóch lat jest bezdomnym i żyje na ulicach Bostonu. Od dwóch lat, czyli od tragicznej śmierci matki, którą zabiły wilki. Chłopakowi przez ten czas udawało się uciekać przed policją i kuratorami, ale pewnego (niezbyt) pięknego dnia znajduje go wuj Randolph- osoba, przed którą ostrzegała go mama. I chyba słusznie, bo krewny zamiast wylewać łzy radości z powodu szczęśliwie odnalezionego siostrzeńca, zaczyna bredzić coś o nordyckiej mitologii, skandynawskiej historii, tajemniczej broni i ojcu Magnusa- rzekomo bogu (nie powiem jakim, niedoczekanie Wasze!). Nasz protagonista nie ma jednak czasu, żeby poukładać to sobie w głowie albo chociaż zadzwonić do wariatkowa, bowiem nie wiadomo skąd atakuje go (i przy okazji wszystkich ludzi wokół) ognisty olbrzym, który na celowniku ma konkretnie pechowego nastolatka.  
„Czasami jedynym sposobem na rozpoczęcie nowego życia jest… śmierć”- widnieje z tyłu okładki.
Taaak… tylko pytanie: co właściwie czeka po tej śmierci?

Pewna podpowiedź w kwestii przeznaczenia, Magnusie: nawet, jeśli nie jesteśmy w stanie zmienić ogólnego obrazu, nasze wybory mogą zmienić szczegóły. W ten sposób buntujemy się przeciwko losowi, w ten sposób zostawiamy ślad. Co ty wybierzesz?

Ogólny schemat może troszkę przywodzić na myśl „Złodzieja pioruna”. Szczerze? Trochę podobnie jest.  Na szczęście jednak fabuła została inaczej poprowadzona, a w wielu momentach jest świeżo i zaskakująco.
 I wiecie co? Ośmieliłabym się stwierdzić, że „Miecz lata” jest jedną z najlepszych książek, które Riordan do tej pory napisał i w niektórych aspektach nawet przebija poprzednie.
Oczywiście jak zwykle mamy pędzącą sprintem akcję, firmowe poczucie humoru i niesamowite przedstawienie mitologii we współczesnych realiach- zawsze jestem wręcz oczarowana wyobraźnią autora i temu, jak konstruuje swój świat, w którym mity mieszają się z naszymi czasami. Heh, nigdy już nie spojrzę na niektórych bogów tak samo…
Jak na powieść pana Riordana, książka wydawała mi się nieco brutalna. To znaczy, nie było tam drastycznych scen, ani nic, ale mówię: jak na wujka Ricka, to jednak zrobiło się krwawiej i poważniej. Tak dojrzalej (oczywiście porównując do poprzednich książek). Co moim zdaniem zdecydowanie działa na plus i bardzo mi się podobało. Dodajmy do tego dosyć tragiczny wątek Magnusa oraz jego rozterki moralne. Jest taka scena, w której chłopak rozmawia z Hel. I ten fragment jakoś tak mnie szczególnie poruszył.
No właśnie, właśnie! Bardzo przypadł mi do gustu główny bohater, a zarazem narrator, czyli nasz młody Chase. Serio, lubię gościa. Magnus ma niesamowite, bardzo sarkastyczne poczucie humoru, jest też inteligentny (no dobra, zdarzały mu się głupawe teksty, ale to w sumie dodaje mu uroku i chroni przed byciem męską Mary Sue), cwany, sprytny i mnóstwo w życiu przeszedł. Aż się chciało biedaka przytulić. No i lubi czytać (plus sto do fajności!). Podobał mi się też wątek z tą jego boską stroną i tym, co się z nią wiąże. Bo jest to bardzo nietypowe, przynajmniej dla mnie. Aaaach, tak mnie korci, żeby podle zaspojlerować... 

Przykro mi, jeśli obraża to wasze poczucie dobra i zła.
Och, zaraz. Nie, wcale nie jest mi przykro.

Jak już jesteśmy przy bohaterach, to niektórzy absolutnie podbili moje serducho- byli pełnokrwiści i intrygujący. Zwłaszcza Hearthstone (uwielbiam go, no po prostu uwielbiam! Jest cudowny) i Loki (drań z niego jak cholera, a ja lubię drani, zwłaszcza takich nieoczywistych). No dobrze, Blitza i Samirę też całkiem polubiłam. I Jacka. Ha, Jack był mocny.
Postacie więc były absolutnie genialne, tak samo jak dialogi, które toczyły między sobą. Cięte, ironiczne, zabawne- idealne.
Pewnie niektórzy skojarzyli już nazwisko Magnusa z Annabeth Chase, czyli postacią z „Percy’ego Jacksona i bogów olimpijskich” oraz ,,Olimpijskich herosów”. Powiadam więc, że dobrze skojarzyli.
Jednak osoba ze mnie wybredna i czepliwa, więc  pierwszy tom „Magnusa Chase’a i bogów Asgardu” nie wydał mi się perfekcyjny, wręcz przeciwnie. Momentami było naiwnie i to nawet bardzo. No dobrze, wiem, że to młodzieżówka. Ale jak wspomniałam, jestem czepliwa i ta naiwność mi się nie podobała.  Poza tym, niektóre sceny wydawały mi się mocno sztywne i nienaturalne, a efektowne walki nieprawdopodobne. W pewnych momentach akcja tak przyspieszała, że niektóre fragmenty robiły na mnie wrażenie pisanych na szybko i przez to trochę traciły. Dodajmy do tego widoczne podobieństwo do poprzednich książek, chociaż jak pisałam wcześniej, nie jakieś rażące (ale jednak!).

Jednak tak jak wspominałam- „Miecz lata” to powieść dla młodzieży, logiczne więc, że nie jest  wybitna. Za to ma mnóstwo akcji, humoru, mitologii, barwnych bohaterów i ironii, a czyta się ją błyskawicznie. Nie ukrywam, że bardzo, ale to bardzo mi się podobała i dosłownie nie mogłam się oderwać (siłą mnie trzeba było odklejać!)
No i cóż... teraz pozostaje mi tylko odliczać dni do premiery drugiego tomu.

- (…) Niemniej mam wrażenie, że pakujemy się tu w pułapkę.
- Ręka do góry – powiedziałem do przyjaciół – jeśli kogokolwiek to dziwi.
Nikt nie podniósł ręki.

Ocena końcowa: -9/10

Jak już kiedyś pisałam, próbowałam swoich sił w amatorskim tłumaczeniu pierwszego rozdziału ,,Miecza lata", więc mogłam porównać mój przekład z tym oficjalnym. W niektórych fragmentach byłam całkiem blisko, ale oczywiście mojemu tłumaczeniu daleko, łoj, daleko od tego profesjonalnego:D Ale liczy się zabawa, a bawiłam się naprawdę dobrze. Pierwsze koty za płoty! 
Poniżej wklejam fragmenciki dla porównania. Oryginał możecie znaleźć TU

Moje tłumaczenie:
 Dzień dobry! Dzisiaj zginiesz.
 Tak, wiem. Teraz przeczytacie o tym, jak umierałem w agonii i powiecie: ,,Wow! To brzmi świetnie, Magnus! Też mogę umrzeć w agonii?
Nie. Po prostu nie.
Nie idźcie skakać z żadnych dachów. Nie wbiegajcie na autostradę ani nie podpalajcie się. To tak nie działa. Nie skończycie tam, gdzie ja skończyłem.
Poza tym, nie chcielibyście znaleźć się w mojej sytuacji. Jeśli nie macie pokręconych pragnień zobaczenia nieumarłych wojowników rąbiących się nawzajem na kawałki, latających meczy odcinających nosy gigantów oraz mrocznych elfów w wystrzałowych strojach, nie powinniście nawet myśleć o znalezieniu wrót z głową wilka.
Nazywam się Magnus Chase. Mam szesnaście lat. A to jest historia o tym, jak moje życie legło w gruzach po tym, jak umarłem.
 
Tłumaczenie oficjalne (Agnieszki Fulińskiej):
Dzień dobry, czas umierać!
Tak, wiem. Będziecie czytać o tym, jak umierałem w męczarniach, i wykrzykiwać: ,,Rany! Nieźle to brzmi, Magnus! Mogę też umrzeć w męczarniach?".
 Nie. Po prostu nie.
Nie skaczcie z żadnych dachów. Nie wbiegajcie na autostradę, nie podpalajcie się. To tak nie działa. Nie skończycie tam, gdzie ja.
A poza tym wcale nie macie ochoty znaleźć się w mojej sytuacji. Jeśli nie jesteście na tyle szaleni, żeby chcieć oglądać nieumarłych wojowników rozwalających się wzajemnie w drobny mak, miecze uderzające olbrzymy w nosy, mroczne elfy w modnych ciuchach, nie powinniście nawet rozważać poszukiwania bramy z głową wilka.
Nazywam się Magnus Chase. Mam szesnaście lat. Oto opowieść o tym, jak moje życie stało się jeszcze gorsze, od kiedy dałem się zabić.


***

Teraz czas na LBA, a konkretniej na pytania od Jess, której oczywiście bardzo dziękuję za nominację.

1. Masz jakieś plany, postanowienia na nowy rok szkolny?
Chciałabym utrzymać moje oceny, z których jestem całkiem zadowolona i wolałabym, żeby jednak nie spadły (a biorąc pod uwagę ogrom sprawdzianów, jest to możliwe). Planuję spróbować swoich sił w kuratoryjnym z polskiego, a także olimpiadzie z angielskiego. Zapisałam się też na konkurs kuratoryjny z matmy (tak, zwariowałam), bynajmniej nie z przypuszczeniem, że uda mi się przejść, po prostu chciałabym zobaczyć, jak to wygląda i trochę się sprawdzić. No i poza tym, chcę skupić się na pisaniu i ogarnąć moją literacką tfurczość, która jak już wiemy, przechodzi lekki kryzys.

2. Czy jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić?
Chciałabym mniej przejmować się wszystkim. Nie być aż tak nadwrażliwą, nieśmiałą osobą i złapać trochę dystansu do siebie. Niezbyt podoba mi się także mój głos (notabene, wiecie, że zawsze marzyłam, żeby umieć śpiewać? Heh, niby śpiewać każdy może, ale jednak mam litość dla szklanych przedmiotów w moim domu oraz uszu ludzi w pobliżu) , a do tego czasem mówię tak niewyraźnie i szybko, że ludzie nie mogą mnie zrozumieć.

3. Masz ulubionego/ną piosenkarza/piosenkarkę bądź zespół?
 A i owszem. Aktualnie są to 2cellos, Studio Accantus, Zaz, Fall Out Boy, Led Zeppelin, Postmodern Jukebox, Lindsey Stirling, Royal Blood. Chociaż głównie słucham nie po konkretnych wokalistach, a utworach, które mi się podobają.

4. Jakie filmy lubisz?
 Podobają mi się takie psychologiczne, dramatyczne, takie, które mnie poruszą. Lubię też filmy animowane (tak bardzo dojrzale), czasem też jakieś inteligentne filmy sensacyjne i komedie (byle nie debilne, bo tego nie mogę zdzierżyć). Do moich faworytów należą na przykład ,,Za wszelką cenę", ,,Giuseppe w Warszawie", ,,Popiół i diament", ,,Buntownik z wyboru", ,,Leon zawodowiec", ,,Strażnicy marzeń", ,,Wielka szóstka"...

5. Wolisz kino czy teatr? Dlaczego?
Uwielbiam teatr i jego magiczną atmosferę (to oglądanie aktorów na żywo- coś niesamowitego!), ale niestety nie chodzę do niego zbyt często. Kino również lubię, to świetne miejsce na wypady ze znajomymi i zobaczenie filmu w doskonałej jakości, na dużym ekranie. No dobra, nachosy i popcorn też robią swoje. 
Ale wybieram teatr, bo ta atmosfera jest absolutnie niepowtarzalna.

6. Ulubiony kraj, kultura?
No i tu mnie zagięłaś. Hmmm... interesują mnie kultura śródziemnomorska (ta sztuka, ta architektura, to dziedzictwo kulturowe!), angielska, słowiańska, japońska oraz innych państw azjatyckich.
7. Ulubiony przedmiot?
Jeśli chodzi o szkolny, to język polski. Jeśli zaś o taki materialny, to moje pióro (obecnie jakoś dziwnie pisze, chyba coś się stało ze stalówką, ale i tak je uwielbiam). 

8. Co chciałabyś dostać w prezencie (np. na urodziny)?
Głównie książki (między innymi ,,Podatek", ,,Zawód:wiedźma cz.2", ,,The Amazing Book Is Not On Fire"...) i... eee... książki. Dużo książek. 
Heh, jestem jednak monotematyczna.


grafika book, bookstore, and me 

9. Lubisz słuchać muzyki? Jeśli tak to najczęściej w jakich sytuacjach (przy pisaniu, czytaniu, uczeniu się itp.)?
Uwielbiam słuchać muzyki i robię to właściwie codziennie, bardzo często i w różnych sytuacjach. Często gdy ścielę łóżko. Zdarza mi się, że słucham muzyki gdy się uczę lub odrabiam lekcje, chyba, że naprawdę muszę się skupić. 

10. Masz jakieś zainteresowania? Jeśli tak, to jakie?
Literatura wszelaka, pisanie, mitologie świata (uwielbiam grecką, ale ostatnio zapoznaję się też z innymi), baśnie, fotografia, muzyka, filmy (zarówno fabularne, jak i animowane), koty, taniec.

11. Jest miejsce, do którego bardzo chciałabyś pojechać? Jeśli tak, to jakie?
Bardzo bym chciała pojechać do Londynu, Nowego Jorku, Drezna, Amsterdamu, Buenos Aires, Sewilli a także Portugalii i Szwecji. 

***
Sprawiedliwość. Rzecz, która od zawsze była rzeczą bardzo względną i miała problemy z funkcjonowaniem. Czym właściwie jest sprawiedliwość? Dla każdego to chyba znaczy coś innego. Dla mnie to równouprawnienie, brak dyskryminacji czy złego traktowania. Brak rasizmu, seksizmu i nienawiści. Brak niesprawiedliwych przywilejów dla elit i podziałów, a jednocześnie wyrozumiałość, indywidualne podejście i branie pod uwagę różnych okoliczności podczas wyroków. Ech, gdyby świat tak wyglądał... istna utopia.
A czym dla Was jest sprawiedliwość? 
(tak, tym razem refleksja w ramach wyzwania na końcu posta. Tak jakoś wyszło).

I to już jest koniec, moi drodzy! Pozwolę sobie jeszcze dodać obrazek od czapy.

 grafika batman, cat, and funny 

Trzymajcie się,
P. 

PS: Widzieliście zwiastun ,,Shadowhunters"? Czy tylko mi się chcę płakać, gdy go oglądam?

6 komentarzy:

  1. Kiedyś sama oberwę patelnią za lenistwo. Strasznie cię przepraszam, że nie skomentował ostatnich notek, ale niestety - mój leń sięgnął szczytu, a jeszcze do tego ta cholerna olimpiada z matmy. Żyć nie umierać!
    Teraz pobawię się twoją wyobraźnią, bo niby dlaczego nie. Wyobraź sobie Pinkie Pie w swoim najbardziej różowym nastroju, pomnóż przez wszystkie optymistyczne rzeczy jakie ci się przytrafiły w życiu, a zobaczysz jak wielką radochę miałam gdy zobaczyłam, że napisałaś post o nowej książce Riordana. Normalnie jakby wygrała milion galeonów na loterii.
    Ogólnie recenzja jest wyjątkowo... zacna? Ja osobiście mam problem z ich pisaniem, bo nie bardzo potrafię się powstrzymać przed spoilerowaniem. Podobało mi się to wplecenie cytatów z książki i ich dobre umiejscowienie.
    Też kocham Hearthstone! Jest zdecydowanie moim ulubioną postacią i jeśli Riordan mi go zabiję, to obiecuję, że użyję patelni. A ostatni nabrałam wprawy w posługiwaniu się tym zacnym narzędziem.
    Jeśli chodzi o tłumaczenie, to ja jestem jak najbardziej na tak. Osobiście byłabym skłonna przeczytać twoją wersję, szczególnie, że "agonia" podoba mi się o wiele bardziej niż "męczarnie". Ja od jakiegoś czasu chcę się zabrać za tłumaczenie jednego oneshota, ale...
    W każdym razie od teraz zobowiązuję się komentować regularnie. Słowo Potterheada.
    Pozdrawiam
    Luna

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, ze i druga książka zostanie zrecenzowana!
    Riordan jakoś ostatnio u mnie spadł w rankingu. Tak ostatnio zastanawiałam się nad OH i Percabeth i stwierdziłam, że a) nie chce mi się teraz czytać "Krwi Olimpu", bo i tak wiem, że herosi wygrają i nie zgina. te osoby, których śmierć chciałabym widzieć... W zasadzie mogłabym to jedynie przeczytać dla Leo i tej jego dziewczyny... jak się ona nazywała? Kirke? Nie, Kirke chyba była w akcji w PJ i świnkami morskimi :D Kalipso? Chyba o nią chodziło. Ciekawi mnie, czy byli potem razem. Kurde, oni są bilion razy lepsi od innych par w książkach Riordana... b) Percabeth jest dla mnie zupełnie obojętne, choć czasami ta dwójka mnie strasznie irytowała... Proszę, nie bijcie mnie xd
    Kiedy dowiedziałam się, że Riordan napisze pięciotomową serię o Apollu. Serio, mógłby już zamknąć wątek bogów greckich. W zasadzie dla mnie przeciąganie serii w nieskończoność jest zupełnie bez sensu, choć wyjątkiem od reguły dla mnie jest "Ulysses Moore", czego w zasadzie można było się spodziewać. Przeczytam wszystkie części, choć boję się, że polskie tłumaczenie zostanie zmaszczone. Dlatego wolałabym zaopatrzyć się w pozostałe części oryginału. I tak już jestem przekonana o wyższości oryginału nad wydaniem polskim. Kurcze, pewnie ten pierwszy rozdział podczas tłumaczenia zostanie pozbawiony uczuć, a "penny" zostanie przerobiona na jakaś "Pencię".
    Hmm... Strasznie odbiegłam od tematu.
    Znowu.
    Nie wiem już w sumie, czy przeczytam "Miecz lata". raz chce, raz nie. Zobaczy się :D
    Odpowiedź do pytania drugiego --> mam tak samo! Choć ja kiedyś marzyłam o tym, aby zostać piosenkarką! *niespełnione marzenia*
    Pióro? Kiedy ja pisałam piórem? Dawno, dawno temu, ale wkurzały mnie plamy, które robił atrament, i przeniosłam się na długopisy. W sumie teraz mam ręce umazane tuszem, choć tak nie powinno się dziać. Pewnie źle trzymam długopis, czy jakoś tak.
    Czy "The Amazing Book Is Not On Fire" nie jest przypadkiem książka Dana i Phila - tych gości z YouTube?
    Sprawiedliwość jest dla mnie tym, że wszyscy ludzie są traktowani tak samo. I że nie ma hierarchii.
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko. Riordan.
    *chwilka pełnego grozy milczenia i ciężkie westchnienie*
    Wujcio Rick jest jak Musierowicz. Mam wielki sentyment do jego książek, ale w gruncie rzeczy jego późniejsza twórczość mnie irytuję. OH czytałam już tylko dla Leo oraz męża mego, Nicusia. Poza tym fabuła "Miecza lata" ("Miecz lata" = miecz pory roku - a może miecz fruwa?) jakoś trąci "Złodziejem pioruna"... z drugiej strony Twoja opinia jest tak pozytywna... No nie wiem. Może kiedyś, z nudów :D
    Ogólnie Twoje tłumaczenie jest serio spoko. Masz punkt za "wow", ale jeśli chodzi o "agony", to osobiście wolę "męczarnie" - tego słowa używa się zwykle w kategoriach po prostu cierpienia, mąk itd., a nie samej agonii (tak przynajmniej twierdzi moja nauczycielka :P). W ogóle natchnęłaś mnie, Polu, i aż sama się zawzięłam i zaczęłam tłumaczyć krótkie opowiadanko J. Greena, ale na razie jestem w zastoju. Tak czy inaczej - szacun i pokłon!
    Dla mnie sprawiedliwość nie jest wtedy, gdy wszyscy są traktowani równo, tylko wtedy, kiedy wszyscy są traktowani według własnych potrzeb. Ale to już w ogóle bajka :P Ach, a najgorsza jest odpowiedzialność zbiorowa! Ghrrr! Arghhh! Inne nieartykułowane dźwięki!
    Nie mogę się doczekać kolejnych recenzji!
    Powodzenia w konkrsach, jołsy, chwała!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że szczerze mówiąc fabuła mnie na początku nie zachwyciła. Matka zjedzona przez wilki i wujcio, który gada o jakiejś mitologi. Oczywiście wszystko zależy też od tego jak przedstawiona jest historia. Są książki z oklepaną historią i fajnie poprowadzone, a są takie, które mają ciekawy wątek, ale nie został on wykorzystany. Więc skoro ksiązka Ci się podobała i ma u Ciebie wysoka ocene to znaczy, że musi być fajna. Chyba,żeby ja ocenić musiałabym przeczytać. Wartka akcja i humor to jedne z największych zalet, dlatego może się okazać,że złe wnioski wyciągnęłam na początku.
    Co prawda końcówka wydaje mi się taka najmniej zrozumiała, ale Twoje tłumaczenie jest dobre. Domyślam się,że tłumaczenie tekstu to trudne zadanie, dlatego nie spodziewam się,że kiedyś się tego podejmę.
    Ostatnio zachwycam sie twórczością Lindsey Stirling, tak samo jak tobie lubię słuchac jej muzyki. "Buntownika z wyboru" oglądałam tylko fragment, ale spodobał mi się,więc mam zamiar oglądnąć go w całości. Natomiast jeśli chodzi o kino, czy teatr to nigdy nie byłam w prawdziwym teatrze, więc w tym, wypadku wybrałabym kino. Choć nie ukrywam,że do teatru kiedyś chciałabym pójść.
    Sprawiedliwość rozumiem patrząc na moje otoczenie, więc jest to dla mnie brak wymyślonych podziałów, formowania elit i traktowania jednych lepiej, a drugich jak margines społeczny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, Riordan mnie kusi a ja mam ponad 10 książek do przeczytania. Niektórych nie tknęłam... od ponad roku. Oj, niedobrze, niedobrze...
    Kiedy obejrzałyśmy na Halloween zwiastun serialu, to nie wiedziałam, czy płakać czy się drzeć. Tak się na to młody Nocny Łowca nastawił, a potem - klops. A na zdjęciu Clary bardziej przypominała siebie niż Lily Collins... Cóż, mówi się trudno.
    A jeśli chodzi o konflikt teatr vs kino, to wygrywa *rytmiczne uderzenia bębnów*... teatr! Choć, to dla ciebie chyba żadna nowość, co?
    Tak czy owak, do zobaczenia w szkole
    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybacz za zwłokę, ale postanowiłam, że skomentuję, jak już sama się uporam z Magnusem. (Pomińmy to, że przeczytałam go już parę dni temu... ćśś...).
    No! Widzę, że tobie nowa powieść wujka Ricka przypadła do gustu. I to bardzo. Mi również się podobała, ale uważam, że była znacznie gorsza od innych książek Riordana. Oczywiście humor jak zwykle trzyma wysoki poziom, bohaterowie są tacy cudowni (chociaż mi Magnus za bardzo przypominał Leona. Co prawda nie był aż tak boski [hehe], ale niewiele mu brakuje), a połączenie mistycznego świata mitów z XXI wiekiem jest bardzo zgrabne, to zdecydowanym, wielkim i grubym minusem była... schematyczność. Zauważyłaś? Fabuła wyglądała mniej więcej tak: Magnus i spółka gdzieś są i coś chcą --> ktoś przychodzi i mówi im, jak to zdobyć --> idą do osoby, która może im to dać --> osoba najpierw coś chce --> oni to zdobywają, dają osobie, a ona im daje to, co oni chcą --> oni znów czegoś chcą --> przychodzi osoba... I tak w kółko. Może nie było tak od początku, jedynie od momentu, w którym, hm... Magnus wychodzi z Tajemniczego Miejsca (Wiesz o Co Mi Chodzi), jednak nieco mi to przeszkadzało. No i nie wiem. Po prostu inne książki Ricka bardziej mi się podobały. Nie chodzi mi o mitologię - ona jest wspaniała. Po prostu... po prostu nie.
    Ale bardzo ładne tłumaczenie! Jeju, podziwiam się *obrzuca Polę konfetti*. Mam pewien Tajny Plan, ale bez słownika to on nie wypali. Taak... może jako taki sprawdzony tłumacz to mi potem powiesz, czy mój Tajny Plan jest także Udanym Planem.
    Z ulubionych filmów to znałam tylko bajki. Ale ostatnio moja mama kupiła płytę z filmem, który kiedyś polecałaś na blogu! Mowa tutaj o takim hinduskim filmie o biednym chłopaku, który się dostał do talk show albo coś w tym stylu... nie pamiętam tytułu. Mam zamiar go obejrzeć, ale nie mam kiedy.
    Ha! Trudne pytanie: kino czy teatr? Mimo że uwielbiam oglądać filmy i lubię także chodzić do kina, to wybieram teatr. Dwa powody: uwielbiam teatr, a teatr musi rozgrywać się w teatrze, za to filmy mogę oglądać także w domu, dodatkowo ostatnio wybrałam się do jednego z naszych dwóch (!) teatrów i było bardzo miło! Świetnie było sobie przypomnieć czasy, kiedy niemal w każdym miesiącu chodziłam na jakiś spektakl. W tym miesiącu znów będzie sztuka, na którą chcę pójść, już nie mogę się doczekać!
    O tak, sprawiedliwość to ważna rzecz (zaleta?), której zawsze brakowało. Chyba nie można osiągnąć takiej 100% sprawiedliwości, ale zawsze warto próbować, prawda? To chyba powinien być priorytet każdego władcy.
    Świetne obrazki! Już się z nimi spotkałam, ale i tak się nimi zachwycam!
    Pozdrawiam i życzę miłego poniedziałku! Wyjątkowo nie używająca emotikonek kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń