poniedziałek, 23 lutego 2015

Wielka szóstka moich bajek z dzieciństwa

Telewizja towarzyszy nam od najmłodszych lat. W końcu rozmaitych kreskówek, programów, seriali i innych tego typu rzeczy powstaje mnóstwo, dla dzieciaków w każdym wieku. Pewnie także większość z Was we wczesnych latach życia przesiadywała przed ekranami, śledząc losy bajkowych bohaterów. Ja  nie należałam do wyjątków i teraz chciałabym przedstawić Wam listę najważniejszych dla mnie filmów z wczesnego dzieciństwa. Kto wie, być może znajdę innych zwolenników tych samych programów?
W takim razie zagłębmy się w nostalgiczne wspomnienia z pięknego dzieciństwa z ulubionymi bohaterami... 

,,TELETUBISIE"

  

No cóż. Co ja mogę mogę powiedzieć o Teletubisiach? To niewątpliwie jedna z najdziwniejszych bajek, jakie powstały, w dodatku z  najdziwniejszymi bohaterami. Jeśli ktoś nie zna historii kolorowych stworków znanych Teletubisiami, oto mam przyjemność Wam ją przedstawić. Więc taaak... dawno, dawno temu, żyły sobie Teletubisie w składzie następującym (na obrazku od lewej): Po (która wydawała się być najmłodsza), Laa Laa (z najcieńszym głosikiem), Tinky-Win-ky (który jako jedyny z postaci mówił pięknym barytonem, a jednocześnie nosił unikalną, intensywnie czerwoną torebkę) oraz Dipsy (trzeba przyznać, że na tym obrazku ma wyjątkowo efektowny kapelusz. Przyznaję jednak z żalem, że nie pamiętam tego nakrycia głowy...). Mieszkały w magicznej krainie, gdzie słońcem była świecąca głowa śmiejącego się dziecka, wiatraczki wydzielały tajemniczy pył, a wokół rozpościerały się porośnięte zieloną trawą wzgórza. Codzienność bohaterów serialu była, można rzec, dosyć monotonna, ale Teletubisiom najwyraźniej to nie przeszkadzało. Wcinały tubisiowy krem (podkreślając co kilka sekund, że tak, to naprawdę jest tubisiowy krem, jakby ktokolwiek w to wątpił), miały przygody ze swoim odkurzaczem Nono, na swoich brzuchach wyświetlały rozmaite filmy, mówiły ,,Hejooo!", myły się telemyjkami, biegały i skakały po zielonych wzgórzach pod czujnym okiem dziecka-słońca, a także non stop się przytulały (taaaaak! Tulimy!). 
Rany, jak ja uwielbiałam tę bajkę.
Niedawno gdy obejrzałam sobie fragment ,,Teletubisiów" , to... nieco się zdziwiłam. Bo po latach dopiero dostrzegam, jak psychodeliczne momentami to było.
Nie zmienia to jednak faktu, że na początku życia bardzo lubiłam ten program. Moim ulubionym teletubisiem była oczywiście Po (no wiecie- Po i Pola. Poza tym, Po była czerwona. I najmniejsza. I tak słodko sepleniła. No nie dało się jej nie kochać!).
W każdym razie, ten program zawsze wzbudzał moje wielkie emocje. Podobno kiedy odkurzacz Nono się zepsuł... ło matko. Czarna rozpacz! Ponoć rozpłakałam się i nic nie mogło mnie uspokoić, jedynie szybki powrót nieszczęsnego Nono do zdrowia. Oczywiście, jak to w bajce, odkurzacz został naprawiony.
Hurra!

,,BOB BUDOWNICZY"

  

Nie, to nie żart. Jedną z bajek mojego dzieciństwa był właśnie ,,Bob budowniczy". Uwielbiałam przygody tego zaradnego majsterkowicza i różnych przyrządów. Wszystkie maszyny oczywiście gadały, miały uśmiechy i tak dalej. Moja ulubiona postać? Zdecydowanie Betoniarka. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia... może dlatego, że tak szeroko się uśmiechała. Betoniarka szybko została ochrzczona przeze mnie ,,boniatą" i pokochana z całego serca. Pamiętam, jak jeździliśmy z rodziną do Praktikera, bo stały tam takie pomarańczowe, niewielkie ,,boniaty". Biegłam do nich zawsze z piskiem radości. 
Zastanawiam się, jak reagowali ludzie, widząc dziecko zachwycające się betoniarkami.
Z powodu fascynacji przygodami Boba, mała Pola nie chciała bawić się lalkami i preferowała plastikowe koparki oraz inne tego typu rzeczy. Już nawet nie pamiętam tego okresu z mojego życia, bo po jakimś czasie po prostu mi przeszło. Mimo takiego zafascynowania światem mechaniki, przerzuciłam się na inne zabawki i  nigdy nie zostanę inżynierem (chyba musieliby mnie siłą zaciągnąć do tej pracy, bo inaczej nie dałoby rady!), chociaż we wczesnych latach miałam taki potencjał...

,,WITAJ, FRANKLIN"

 

Serial o żółwiku Franklinie i jego kumplach (min. Bóbr, Miś, Ślimak - oczywiście tylko Franklin miał normalne imię, co to za dyskryminacja) należała do moich ukochanych filmów. Uwielbiałam również książeczki (miałam chyba wszystkie...) . Początek znałam na pamięć: ,,Franklin był już dużym chłopcem. Umiał przecież sam wiązać buciki i zapinać guziki...". Później wymyślałam sobie fabułę na podstawie obrazków (a nawet nie). Tak się składa, że zawsze opowiaałam moje historie na głos, bo nie umiałam czytać po cichu. Ludzie byli przekonani, że czytam naprawdę i gdy robiłam to w księgarniach, dziwili się, że taka mała dziewczynka już posiadła tę umiejętność. Na ,,Franklinie" więc uczyłam się czytania, a także wymyślania historii. Wiele wiec temu żółwiowi zawdzięczam, zdecydowanie! Dlatego też bajkę o nim zaliczam do najważniejszych dla mnie historii, chociaż opowieść sama w sobie niczym się nie wyróżniała. Ot, życie codzienne, które znamy, tylko w tym wypadku bohaterami są zwierzaki, a Franklin zamiast płatkami, na śniadanie zajada się muszkami. Jednak coś w tym najwidoczniej jest, skoro serial zdobył taką popularność i uznanie z mojej strony.

,,PORWANIE BALTAZARA GĄBKI"



Ostatnio pokazałam ,,Porwanie Baltazara Gąbki" Kajaxowi, reklamując to jako ,,bajkę mojego dzieciństwa".
Kajax się przestraszyła.
A potem stwierdziła, że teraz już wiadomo, czemu taki dziwak ze mnie wyrósł. 
No tak. Ta bajka jest nieźle zakręcona, ale jak dla mnie w wyjątkowo pozytywny, cudowny sposób.
,,Porwanie..." powstało na podstawie powieści Stanisława Pagaczewskiego i należało do czołówki polskich kreskówek. Telewizyjna wersja opowieści powstała w latach 1969-1970.
O czym opowiada ta historia? Otóż znany naukowiec i profesor Baltazar Gąbka znika w tajemniczych okolicznościach. Podejrzewa się, że został porwany. Książę Krak wysyła więc dzielną ekspedycję na ratunek- Smok Wawelski wraz z kucharzem Bartolinim Bartłomiejem (herbu zielona pietruszka) wyruszają w pełną przygód podróż. Ich śladem podąża tajemniczy szpieg- Don Pedro z Krainy Deszczowców.
Haters gonna hate, ta bajka była przecudowna! Zabawna, nieco przewrotna, pełna akcji, stworzona ze sporą dawką wyobraźni. Wiadomo, że animacja nie jest na najwyższym poziomie- w końcu powstała w Polsce na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Mimo tego podoba mi się- wydaje mi się taka bardzo kolorowa, przyjemna dla oka, rysunki są fajnie wykonane. Uwielbiałam to oglądać. Pamiętam, że później widziałam jeszcze ,,Wyprawę Baltazara Gąbki", ale aż tak mi nie przypadła do gustu. ,,Porwanie..." jest zdecydowanie najlepsze!

,,BOLEK I LOLEK NA DZIKIM ZACHODZIE"
 

Bolka i Lolka zna chyba każdy. Ja osobiście bardzo, ale to bardzo lubiłam oglądać dzieje dwójki chłopców, a ich perypetie na Dzikim Zachodzie należały do moich absolutnie ulubionych. Widziałam to tyle razy, że moi biedni rodzice znali już dialogi na pamięć. A mi nigdy nie było dosyć.
Film to taki western dla dzieciaków. Bolek i Lolek mierzą się z bandytą Pif-Pafem. Towarzyszy im mnóstwo przygód, często niebezpiecznych, z których jednak zawsze wychodzą cało.
Bajka była naprawdę bardzo, bardzo przyjemna. Chwytliwe piosenki z dobrymi, zapadającymi w pamięć tekstami Osieckiej. Miła dla oka animacja. Dobry humor. Świetnie narysowane i wykreowane postaci. Sceny akcji. Idealne dla dzieciaków. Żałuję, że polskie kreskówki nie są dzisiaj aż tak popularne. Chociaż... ostatnio w Matrasie widziałam figurki bohaterów polskich klasycznych dobranocek- Matołka, Don Pedra z Krainy Deszczowców (patrz: wyżej), Kajka i Kokosza, no i naturalnie Bolka i Lolka. I myślę, że wielu rodziców pamięta jeszcze swoich ukochanych bohaterów oraz pokazuje swoim pociechom bajki z własnych najmłodszych lat. Bo warto! Serio, moim zdaniem ,,Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie" to jedna z najlepszych produkcji dla dzieci. 
Chociaż nie mogę być obiektywna, skoro za młodu widziałam ją tyle razy...

,,CLIFFORD- WIELKI CZERWONY PIES"

 

Przygody ogromnego psa Clifforda, który na dodatek miał kolor dojrzałej truskawki (ha, nie dało go się nie zauważyć), leciały często na Mini-Mini, więc oglądałam ten serial bardzo często. Pewnie niektórzy znają tę historię- Clifford był mały, no ale jego pani, Emily Elizabeth, tak go kochała, że urósł z tej miłości, czy jakoś tak (wyjątkowo chwytliwa piosenka na początku każdego odcinka opowiadała tę wzruszającą historię). Clifford miał wielkie serce (w sumie nic dziwnego, przy takich kształtach) i naprawdę sympatyczną osobowość. Razem ze swoimi przyjaciółmi o wdzięcznych imionach T-Bone i Cleo, przeżywał rozmaite perypetie, czasem ładował się w kłopoty, ale zawsze wychodził z nich cało, a dzieci dostawały morał.
Wyjątkowo ciepła i radosna bajka. Pamiętam, że dzięki Cliffordowi zapragnęłam mieć psa (jednak już pojmowałam, że na takiego pięknego, dużego i czerwonego, szans raczej nie mam). Najbardziej marzyłam o dużym. No wiecie, takim, który by mnie bronił. Takie szczegóły jak to, jak by się zmieścił w naszym niewielkim mieszkaniu i czy chciałoby mi się z rana chodzić z nim na spacery, mnie nie frasowały. W końcu dostałam kota, zresztą też dużego (nie grubego, uściślijmy) i obecnie jestem #teamkoty.
W każdym razie, ,,Clifford..." to zdecydowanie jedna z najważniejszych bajek mojego dzieciństwa.



Tytuł posta nawiązuje nie tylko do liczby opisanych animacji, ale także filmu, który ostatnio podbił moje serce- czyli disneyowskiej ,,Wielkiej szóstki". Ludzie, ile razy ja oglądałam ostatnio tę bajkę... niesamowita historia, niezwykli bohaterowie, genialny humor i przepiękna animacja. Naprawdę się cieszę, że ten film dostał Oscara. Tak samo jak niesamowicie jestem dumna z ,,Idy" (zdecydowanie sobie zasłużyła). Polacy potrafią!

Dziękuję Wam bardzo za tak miłe komentarze pod ostatnim postem (pojawiło się ich w dodatku tak dużo, jejku...)! Teraz czytam ,,Władcę piasków" i najprawdopodobniej niebawem pojawi się recenzja.

Pozdrawiam ciepło!
Pola

13 komentarzy:

  1. Przyznam, że tego ostatniego czerwonego psiaka nie miałam okazji nigdy poznać i śledzić jego losów, ale z resztą bohaterów miałam do czynienia i oczywiście również są częścią mojego dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahh oczywiście wszystkich pamiętam :) Szczególnie lubiłam Cliforda i Franklina :) Na jakimś filmie o Franklinie to miałam nawet przyjemność w dzieciństwie być w kinie :D Mnie ostatnio coś wzięło na muminki, bo w dzieciństwie ich nie oglądałam, gdyż się ich bałam xD Z resztą teletubisiów również, dlatego ich historie pamiętam dosyć słabo ;c Też bardzo lubiłam betoniarkę xD I pamiętam jak całymi dniami śpiewałam piosenkę ,,Bob budowniczy zawsze da radę..." szczególnie podczas jazdy autobusem do przedszkola ;) Pamiętam jeszcze jakąś bajkę w której był jakiś Tabaluga (tak mi się przynajmniej wydaje) i jak w każdą niedzielę czekałam na Gumisie w telewizji :3 Szkoda, że czasy tego wczesnego dzieciństwa już minęły.. Chętnie bym do nich na chwilę wróciła ;c
    Wielkiej szóstki jeszcze nie oglądałam, za to "Ida" specjalnie mi nie podeszła :c Jeżeli chodzi o polskie filmy to podobało mi się "wesele" i "Dom zły", szczerze polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Clifford lubił Emily/więc do siebie wzięła go/z tej miłości urósł wielki pies...
    Tak to szło? ;)
    Teledubisie i Clifforda jak najbardziej lubiłam, natomiast za innymi bajkami nie przepadałam ;)
    Wielka Szóstka! :O To jest boskie!
    Zgadzam się z Kolorowym stworzonkiem, jakoś Ida mnie nie zachwyciła...
    Pozdrawiam! kotołaczka02

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam, że miałam jedną kasetę (!) z Teletubisiami. Lubiłam je, bo z jakiegoś powodu fascynowały mnie ich stopy (już wtedy byłam dziwna). No serio, tak śmiesznie dreptały i miały takie jakby podeszwy. No a poza tym to był odcinek o stepowaniu i była tam dziewczynka z takimi fajnymi butami. Barwne wspomnienia Bukwy pozdrawiają.
    Franklin! I jego muszki, i jego Sapcio, i Ci jego kumple (Skunks! <3)! No, t była fajna bajka, rzeczywiście. I Clifford tak samo, chociaż pamiętam, że w każdym odcinku Emily Elizabeth czytała Cliffordowi jakąś taką historyjkę i choć historyjka zawsze była inna, to ona zawsze otwierała na tej samej stronie! Moja żyłka logicznego myślenia (potem zanikła) cierpiała.
    Moi rodzice twierdzą, że kochałam Bolka i Lolka, tymczasem ja pamiętam tylko odcinek, w którym za udział w jakiejś olimpiadzie chłopcy dostali czekoladowe medale. To było fajne. I te ich grzywki z trzech włosów, aż się łezka w oku kręci :D
    Co do Boba i Gąbki - obu kojarzę, ale pierwszego nie lubiłam, a drugiego w sumie nie oglądałam, choć coś niecoś się słyszało.
    No i, finałowo... WIELKA SZÓSTKA, tak, tak, tak, tak! (Swoją drogą zastanawiałam się, czy ten tytuł to przypadek czy zamierzony efekt :D) Borze, kiedyś, jeśli tylko nie poślubię Nico/tysiąca innych moich fikcyjnych miłości, to poślubię Hiro. Tak totalnie. Aaa, to był fajny film (choć fabuła trochę bez sensu, ale oj tam)! ♥
    Ale i tak jedną z moich najukochańszych bajek był, jest i będzie Tabaluga. Jak słyszę czołówkę, to mam gęsią skórkę i płakać mi się chce, jeju, Tabaluga... Ech.
    Bardzo fajny post. Takie tematy są zawsze fajne :P
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Tabaluga! Jakże mogłam zapomnieć o tej bajce?! Również ją uwielbiałam, całym swoim malutkim serduszkiem. Naprawdę lubiłam tę kreskówkę, miała na mnie wielki wpływ (hm,hm, w pierwszej klasie podstawówki podejrzewałam, że Tabaluga jest uwięziony w szkolnej piwnicy. Taaa. Nieważne...).
      ,,Wielka szóstka" jest absolutnie boska! Scenariusz był mocno naiwny i czasem bez sensu, ale w końcu to bajka... bohaterowie, gagi, żarty sytuacyjne, poważne tematy, a także przepiękna animacja- to wszystko zdecydowanie idealne!:)
      Pozdrawiam ciepło!
      Pola

      Usuń
  5. Heh, pamiętam te bajki! :D Też je oglądałam, gdy byłam mała, chociaż... Nie, nie oglądałam "Przygód Baltazara Gąbki". Jakoś szczególnie nie zainteresowała mnie ta bajka, ale reszta... Hahahahaha, dzieciństwo! Nie widziałam też "Wielkiej szóstki", jednak zachwycam się animacją, która też otrzymała Oscara (może to trochę żenada) - "Krainą Lodu". :)
    Fantastycznie, że polska "Ida" zdobyła Oscara. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze pamiętam wszyściutkie bajki, o których napisałaś! ^^ A nie, wszystkie z wyjątkiem psa Clifforda. Sama przez okres dzieciństwa oglądałam raczej właśnie 'Bolka i Lolka' czy 'Koziołka Matołka', bo nie miałam Mini Mini. :( Jak przykro! :'(
    Mi za to wydaje się, że Dipsy zawsze miał ten kapelusz! To były takie ich atrybuty: Po miała hulajnogę, Lala - piłkę, Tinky Winky (pewnie źle napisałam) - torebkę, a Dipsy właśnie kapelusz.
    Jak wiesz, mieszkam blisko Krakowa, więc przygody Smoka Wawelskiego i Baltazara Gąbki są mi znane doskonale! ^^ Pamiętam, że rodzice czytali mi te książki, gdy byłam mała. Oczywiście odcinki też wiele razy oglądałam. :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaaa! Moje ukochane bajki! Tak! Oglądałam je wszystkie i oczywiście wszystkie uwielbiałam. Miałam całą ogromną szufladę bajek na płytach i codziennie jakąś musiałam oglądnąć :D.
    Tak! Betoniarka też była moją ulubioną postacią z Boba. Była taka niesamowicie sympatyczna. A Franklina po prostu uwielbiałam, co tam nadal uwielbiam! Do tej pory czasami oglądam go z moim bratem :) . Baltazara Gąbkę także lubiłam, ale przyznam, że troszkę się bałam tej bajki... Don Pedro z Krainy Deszczowców zawsze wywoływał u mnie lekki dreszczyk. Z resztą ta cała Kraina Deszczowców była dla mnie taka tajemnicza i straszna. Wtedy wydawało mi się to prawie jak z horroru!
    No i oczywiście Bolek i Lolek! Często oglądałam go także z moimi rodzicami, którzy wspominali tę bajkę ze swojego dzieciństwa :) . Ich przygody na Dzikim Zachodzie także bardzo lubiłam, ale one także były dla mnie trochę straszne (jak większość bajek zresztą). Najbardziej podobała mi się "Wielka podróż Bolka i Lolka" gdzie w 80 dni okrążyli świat. Oglądałam ten film chyba ze sto razy! Tak Bolek i Lolek byli chyba moimi ulubionymi bohaterami. Byłam nawet w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej, gdzie rysowano te bajki.
    Do moich ulubionych bajek należał też Tabaluga, Kropelka, Sąsiedzi, Krecik i kreskówki oparte na bajkach Andersena, a także wiele, wiele innych.
    Pozdrawiam i dziękuję, że nie zapomniałaś o moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że miałyśmy bardzo podobne gusty co do bajek :D
    Ja oglądałam jeszcze "Szczenięce lata Clifforda" . W tej bajce przedstawiony był jako malutki piesek ( gdy bawił się w chowanego z Emily zdołał wejść w całości pod jej czapkę z daszkiem). Mama opowiadała mi, że jak miałam 5 lat, usiadłam pewnego dnia na dywanie i siedziałam tak przez pół godziny (co było niezwykle podejrzane). Gdy zapytała co się stało odpowiedziałam " Mamo, ja bardzo długo myślałam, ale cały czas nie wiem, jak to możliwe, że z tak małego pieska zrobił się taki duży piesek". Ile wtedy było śmiechu... Franklina też pamiętam, teraz moja siostra uczy się czytać więc ta książeczka jest stałym gościem w moim pokoju (nadzoruje siostrę, lubi "przekręcać" wyrazy i "zjadać" końcówki). książeczki nie zawsze zaczynają się tak samo, zazwyczaj od słów "Franklin był już dużym chłopcem. Umiał zawiązać sobie buciki,...". Ostatnio natrafiłam na (jak to ujęła moja siostra) "specjalny początek". Książeczka o tytule "Franklin i prezent świąteczny" zaczynała się od słów "Franklin uwielbiał Boże Narodzenie. Umiał wiązać wstążki w ozdobne kokardy i zagrać na flecie kilka kolęd." Przyznam szczerze, że przygody małego żółówia nadal trzymają mnie w napięciu ( oczywiście nie wszystkie).



    Pozdrawiam ;)


    OdpowiedzUsuń
  9. Clifford jest już poza moim zasięgiem - jego to oglądała moja młodsza siostra :)
    Ale Bob... to było coś! Doskonale pamiętam wieczorynkowe wieczory w jego towarzystwie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Teletubisiów chyba nie oglądałam,a wiec też nie za bardzo lubiłam...
    Clifforda kochałam całym moim sercem, całą moją duszą.
    Boba Budowniczego mam obecnie serdecznie dość od czasu, kiedy mój brat miał fazę na tą bajkę.
    Franklina nie oglądałam.
    Porwanie Baltazara Gąbki - pamiętam, ze bardzo mi się podobało.
    A "Bolek i Lolek" to już po prostu klasyk (nigdy nie pamiętam który jak się nazywa) - aż mi się przypomniało, jak w lato byłam w Bielsku-Białej w studiu filmowym i tam były takie ich kukły <3 I oglądam filmy z nimi <3
    Bardzo lubiłam też "Tabalugę", "Krecika" i "Reksia"...
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  11. Wychowałam się na tych samych bajkach. :) <3 No, może oprócz Cliforda. Go odkryłam dopiero później i tylko parę razy oglądałam. Z Teletubisiów najbardziej mi się podobał bodajże odcinek świąteczny. <3 (już nie pamiętam o czym był, ale oj tam) A Bolek i Lolek są genialni, ale w wersji, gdzie nic nie mówią. Nie podoba mi się ta nowa wersja, którą czasem widuję w telewizji... Nie, zdecydowanie.
    P.S. Obrazisz się jeśli Ci skradnę pomysł na posta?

    OdpowiedzUsuń
  12. A Niedźwiedź w Dużym Niebieskim Domu??
    Uwielbiałam to tak samo jak Teletubisie. Pamiętam jak kiedyś chodziłam z rodziną do wypożyczalni kaset i za każdym razem brałam Teletubisie. Były chyba tylko 3-4 odcinki więc oglądałam je non stop, po kilka razy dziennie i... Znów od początku...:)'

    Niedźwiedzia uwielbiałam tak samo, zwłaszcza moment, w ktorym otwierał drzwi i podtykał nos pod kamerę i wąchał telewidzów xD albo dwie fioletowe... Hm... Fretki? One przypadkiem nie przemieszczały się za pomocą rur? Uwielbiałam jego dom, od zawsze w bajkach interesowały mnie wnętrza domów bohaterów, a Duży Niebieski Dom Niedźwiedzia był imponujący!

    I Reksio! Pamiętam jak zawsze chciałam dowiedzieć się co jest w jego budzie! I w końcu powstał jeden odcinek, który stał się moim ulubionym, bo w końcu zobaczyłam domek pieska od środka. Bardzo lubiłam Reksia. Do tej pory go lubię :)

    No i Gumisie, Flinstonowie! I naprawdę głupia bajka (a raczej kreskówka), która z niewiadomego powodu przypadła mi do gustu... Krowa i Kurczak... XD

    OdpowiedzUsuń