piątek, 23 sierpnia 2013

Wakacje w Toskanii cz.1

Ciao!
Dzisiaj pierwsza część zdjęć.
Z Gdańska najpierw polecieliśmy do Monachium, a z Monachium do Pizy. W Pizie odebraliśmy nasze autko wraz z GPS-em, którego nazwaliśmy Lucyną z Radomia (pomysł mój i taty).
 Nasz samochód.
Następnie pojechaliśmy do gospodarstwa,gdzie mieliśmy wynajmować dom.

Nasz dom od zewnątrz.
 Łóżko w moim pokoju, a na nim mój pluszowy kaczor Dzidek (ok,ok, może jestem za stara na spanie z przytulanką,ale czasem mi się zdarza), komórka, zeszyt, długopisy. Nie było kołder,spaliśmy pod prześcieradłami-nawet w nocy było gorąco!
 Znowu mój pokój: szafa i komoda.
 Sypialnia rodziców.
 Najmniejszy pokoik, mały, ale przytulny. Miał tą niewątpliwą zaletę,że rano ten pokój tonął w blasku słońca, bo okno wychodziło na wschód. Jednak nikt w nim nie spał.
 Salon na parterze, obok była kuchnia, której nie udało mi się zrobić zdjęcia, bo zawsze źle wychodziło.
 Ten żółty dom, to miejsce zamieszkania polek, które prowadziły gospodarstwo. W ogrodzie było  mnóstwo pięknych roślin. Lubiłam leżeć na leżaku, mimo,że często ostro gryzły komary.
 Na drzewkach rosły cytryny...
...a także pomarańcze.
 W ogrodzie żyły sobie beztrosko cztery gołębie: trzy białe, jeden czarny. Na zdjęciu dwa. Lubiły siadać na dachach, a także na bramie. Nie gardziły też zjadaniem okruchów chleba, które im rzucaliśmy.
Pierwszego dnia w niedzielę pojechaliśmy do Vinci i San Gimignano
VINCI
Jeśli pojedziecie do Toskanii, koniecznie też zawitajcie tam! Muzeum jest rewelacyjne, a samo miasteczko piękne!
 Vinci to małe, ale bardzo urokliwe miasteczko.
 Fontanna przed muzeum. 
 Tabliczka przed wejściem do Muzeum Leonarda da Vinci (w końcu tu się urodził).


 Rysunek i maszyny do szycia. Spójrzcie na pierwsze zdjęcie- skomplikowane, jak na takie czasy, co nie?
Kolejna maszyna. Do robienia różnych rzeczy ze złota.
  To dzięki powyższemu urządzeniu ten materiał jest ozdobiony złotem.
 Maszyna zegarowa

 
Tak, Leonardo da Vinci jako pierwszy wymyślił prototyp stroju płetwonurka! Tak jak i prototyp czołgu, roweru... Im niestety nie zrobiłam zdjęć: większości urządzeń nie wolno było fotografować...
 Bapsysterium
 Nie pytajcie mnie, co to jest. Nie wiem. Ale wygląda fajnie. Jak myślicie? Piszcie:-)
Cudowne widoki z wieży: winnice i drzewka oliwne.
 Tak, oto moje pierwsze włoskie lody. Ta porcja była jeszcze większa! No właśnie, u nas są idealne, małe, okrągłe gałeczki, tam nakładają wielką łychą. Lody truskawkowe i cytrynowe. Pyszne!
Na razie nie mam zdjęć z San Gimignano (mama miała mi przesłać i nie przesłała), więc je zamieszczę w kolejnej części, ok?
W poniedziałek rano pojechaliśmy na plażę, a po południu do Lukki- miejscowości, niedaleko której leżała nasza mała Marlia.
Zdjęcie z plaży- jedno, bo więcej nie robiłam, pamięć mi się kończyła.To jest zwyczajna plaża. Piasek był strasznie gorący, a może ciepłe i czyste. Niestety, można było znaleźć śmieci na plaży, ale bez przesady.
LUKKA
Piękne miasto, z niesamowitym klimatem. Główna część miasta otoczona jest starymi, średniowiecznymi murami, które są w nienaruszonym stanie! Coś niezwykłego... Podobno w Lukce jest ponad sto kościołów!
 Rzeczka i domy.

 
Potężna wieża.
 Większość mieszkańców Lukki jeździło na rowerach:prawie wszędzie widziałam rowerzystów!
 W mieście: katedra.
Bazylika San Frediano z piękną mozaiką.


Piazza del Anfiteatro- śliczny plac Lukki, zbudowany na ruinach rzymskiego amfiteatru, który powstał w II w. n.e
 Torre Guinigi,jedna z budowli, która należała do bogatego rodu Guinigich. Jak widzicie, wygląda super, z tymi drzewami (to dęby skalne) na górze:-)



 Piękne widoki z wieży na miasto.

  Drzewka tworzyły fajny efekt, taki jakby mini-park na wieży.
Pomnik Wenus (tak przynajmniej myślę). A w tle... Rowery!


Kościół św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele in Foro). Piękny, prawda? Na górze widać rzeźbę przedstawiającą patrona kościoła-ma on duży diament w dłoni. Legenda głosi,że gdy nadejdzie potrzeba, skarb zostanie przekazany mieszkańcom Lukki.
 Dzwonnica.

 
Piazza di Napoleone, główny plac Lukki, też śliczny.
 Pomnik największego bohatera Włoch-Giuseppe Garibaldiego.
Nadchodzi wieczór, słońce zachodzi. To zdjęcie niedaleko murów. Palma, kwiaty i mój cień:-)
 Śliczna fontanna.
 Moje ulubione zdjęcie- karuzela w złotym słońcu. Wyglądała tak bajkowo,że chciałam wskoczyć  na białego konia i się przejechać.
Na dzisiaj to koniec zdjęć. Już niedługo kolejna część!



4 komentarze:

  1. Ale tu ślicznie! Ja kocham Toskanię i generalnie Italię<3
    Czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Italia... i te wielkie lody! Strój dla nurków, to jeden z naprawdę mniejszych wynalazków Leonarda. Mnie bardziej zachwycają rowery, samoloty, proporcja, bądź też Mona Lisa. Szkoda, że zdjęć nie udało Ci się zrobić najlepszej jakości :c. Hej, może następnym razem w Toskanii Ci się uda :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm,owszem,zdarzały się zdjęcia w nie najlepszej jakości,ale uważam,że większość wyszła fajnie.

      Usuń
  3. Widzę, żę mamy podobne upodobania smakowe... Gdybym miała wybrać dwa smaki lodów przebywając we Włoszech na pewno byłyby to cytrynowe i truskawkowe. No i jeszcze malinowe ;)
    Zazdroszczę wyjazdu i stwierdzam, że namówię rodziców, żebyśmy w przyszłym roku zawitali w Italii... Choćby po to, by zasmakować tych przepysznych lodów ;)

    OdpowiedzUsuń