sobota, 23 stycznia 2016

Człowiek katastrofa

Nieważne, że wiecznie jest mi za zimno (albo za gorąco, zależy od pory roku). Nieważne, że nie uprawiam sportów zimowych poza ewentualnym saneczkarstwem. Nieważne, że zawsze zapominam o porządnych butach i wywalam się na śliskim chodniku (wywalam się zawsze i wszędzie, niezależnie od okoliczności, ale ćśśś). Nieważne, że trzeba skrobać szyby w samochodzie.
Gdy spadnie śnieg, cieszę się jak głupia.
A przedwczoraj w końcu sypnęło naprawdę porządnie. I to właściwie idealnie w dzień moich urodzin, więc, tego, czuję się wyjątkowa:D

Ostatnio miałam istny wysyp sprawdzianów, kartkówek i drugich etapów konkursu (w poniedziałek polski, strach się bać!). Notabene mam strasznie mieszane uczucia do kuratoryjnego oraz olimpiady z angielskiego, które odbyły się niedawno. Z jednej strony proste, z drugiej cholernie trudne. Pytanie o ,,Wielkiego Gatsby'ego" w części z wiedzy o kulturze uznałam za dobry omen, jednak gdy zobaczyłam niektóre zadania ze słówkami, idiomami i phrasal verbs... ech. Po prostu ech.

Ale, ale, jak zwykle zaczynam przydługim, nudnawym wstępem, odchodząc od tematu posta. No właśnie, właśnie.

Dziś, moi drodzy, niestety znowu będzie narcystycznie. Bowiem post poświęcony jest mojej skromnej osobie, a dokładniej kilku niezbyt chwalebnym faktom na jej temat. Ogólnie rzecz biorąc: ujrzycie moje dziwactwa i przyczyny dla których moi znajomi i przyjaciele są prawdziwymi herosami, wytrzymując ze mną. Czyli z dystansem i humorem o moich słabych stronach, wpadkach i skłonnościach do rozwalania świata.
Bo ja moi drodzy, nie wiem, czy o tym wiecie, jestem człowiekiem katastrofą.

Enjoy!

 Wyłączyłam się

Właściwie od zawsze uciekam gdzieś w swoje światy i wymyślone opowieści tworzone w głowie. Przez to jednak tracę kontakt z rzeczywistością i to tak konkretnie. Ludzie mogą mówić do mnie wtedy co chcą, a ja będę tylko kiwać głową, nie zapamiętując ani słowa. No dobra, jak z kimś rozmawiam, to staram się nie wyłączać, bo uważam to za zwyczajnie niegrzeczne. Jednak gdy jednak mój interlokutor jest wybitnie nudny (na szczęście rzadko się zdarza) to wyłapuję słowa klucze, żeby mieć chociaż liche pojęcie o tym, co mówi i częściowo pozwalam sobie na ,,odpłynięcie".  Często za to zatapiam się w swoich rozmyślaniach podczas lekcji, zwłaszcza na fizyce w poniedziałki rano.
Nienawidzę fizyki. Tak bardzo nienawidzę fizyki.
Może jest to kwestia jakiegoś uprzedzenia, którego nie mogę się pozbyć, ale nieważne. Na tych zajęciach wyłączam się naprawdę często, tak często, że znajomi w sumie są przyzwyczajeni do moich dyskretnych szeptów z cyklu: ,,Ej, co teraz robimy?". Zdarza się to również na innych lekcjach, a także, po prostu, przy wykonywaniu codziennych czynności. Bywam tak oderwana od rzeczywistości, że mogę szukać czapki, którą mam na głowie albo okularów, które mam na nosie (od tego pamiętnego incydentu wiersz o panu Hilarym przestał być dla mnie taki zabawny. Utożsamiam się z tym gościem, okej?). Kiedyś wyrzuciłam dosyć ważną rzecz do śmietnika. Otworzyłam chodzącą zmywarkę. Zorientowałam się, że wyrzuciliśmy mikrofalówkę kilka tygodni po fakcie. Zgubiłam się w znanym mi miejscu.
Dowodów mojego nieogarnięcia jest jeszcze więcej, ale obawiam się, że aby przedstawić je Wam w pełnej krasie musiałabym napisać książkę. A wolałabym jednak nie.

Seria Niefortunnych Zdarzeń

Jestem niebezpieczna dla siebie i dla otoczenia. 
Spadam z krzeseł i schodów. Potykam się na płaskiej powierzchni. Raz prawie przytrzasnęły mnie drzwi metra. Gdy zaczynam gestykulować, robię to tak zamaszyście, że ludzie wokół dostają w twarz. Przypadkowo kopię kogoś akurat w miejsce, w którym ma siniaka. Ogólnie- człowiek katastrofa! Częściowo jest to spowodowane punktem wyżej, a częściowo chyba zwyczajnym pechem. Pocieszeniem może być fakt, że moje liczne, acz niegroźne wypadki dostarczają niezłego ubawu znajomym.  W podstawówce spadłam z krzesła podczas sprawdzianu (notabene prawie nikt nie zauważył, to też jest ciekawe), a Matematyczny Koks wciąż się z tego śmieje.
Wciąż. Po. Trzech. Latach.
Jednocześnie moi bliscy są już tak przyzwyczajeni, że gdy dramatycznie oznajmiam, że rano spadłam ze schodów, słyszę tylko znudzone : ,,Znowu?".  Trzeba im jednak przyznać, że cierpliwie znoszą wszystkie urazy, które przypadkowo im zadaję oraz moje prywatne wypadki. Jesteście niesamowici.

Kaligrafia

Mam piękne pismo. Naprawdę. Jest tak piękne, tak przepełnione artyzmem, tak staranne i oszałamiające sztuką wykonania, że nikt nie może się z niego rozczytać (czasem łącznie ze mną).  Ja wiem, że to dlatego. Na pewno dlatego.
Ze  względu na wszechobecną ignorancję na prawdziwą sztukę, wystawiono mi opinię o dysgrafii. Jasne, jasne, ja wiem, że po prostu mój kaligraficzny talent Was zawstydza!

Mistrz wylewania

Każda substancja płynna lub półpłynna w moich rękach staje się narzędziem zagłady...
No dobra, dobra, trochę mnie poniosło. Jednak czasem gdy wezmę do rąk naczynie z jakąś cieczą, moi bliscy, nauczeni smutnym doświadczeniem, odruchowo się odsuwają. Mam jakiś niesamowity talent w wylewaniu. Naprawdę, mogłabym wziąć udział w mistrzostwach. Teraz na szczęście nie jest tak źle jak bywało dawniej, potrafię przejść nawet całkiem długi dystans z kubkiem herbaty bez żadnych strat, ale mimo wszystko... Jestem człowiekiem wiecznie spragnionym, a więc piję na potęgę i non stop przechodzę między kuchnią a moim pokojem z wypełnioną po brzegi szklanką wody, więc... no, wypadki się zdarzają. Czasem. Często. Bardzo często.
W wylewaniu doszłam do takiej maestrii, że niedawno dokonałam prawie niemożliwego- tak dziwnie przechyliłam szklankę, że woda chlusnęła na prawo i lewo. Nie pytajcie, jak to zrobiłam. Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

 Ekspres


Gdy za bardzo przeżywam to, o czym mówię i jestem przepełniona emocjami, słowa, które wychodzą z moich ust, pędzą na łeb i na szyję. To samo dzieje się, gdy jestem zdenerwowana, na przykład muszę przeczytać coś na głos przed ludźmi. No i co? No i nijak nie da się mnie zrozumieć. Nigdy nie jestem świadoma tego przyspieszania, dopóki ktoś nie powie: ,,Wolniej, nic nie rozumiem!". 
Nigdy nie zapomnę, jak w ramach wolontariatu w Domu Seniora miałam czytać seniorom jakieś opowiadanie. Byłam potwornie zestresowana i już po pierwszym zdaniu usłyszałam: ,,Wolniej i wyraźniej". No dobra, wdech, wydech, jeszcze raz, tym razem wolno. Starałam się. Naprawdę się starałam. Uważałam na swój głos i próbowałam go kontrolować oraz nie jąkać się ze zdenerwowania. W końcu! W końcu dobrnęłam do końca. Spojrzałam na słuchające mnie seniorki, a jedna z nich powiedziała z uśmiechem: ,,Bardzo dziękujemy, ale... można trochę wolniej?".
Oczywiście nie zawsze tak jest, umiem czytać i mówić zrozumiale, ale zdarza się, że nieświadomie zaczynam pędzić na łeb i na szyję. 


Do napisania posta zainspirowała mnie seria filmików Dana o wdzięcznym tytule ,,Reasons why Dan's a fail", którą oczywiście polecam.

Pozdrawiam,
Pola vel Człowiek Katastrofa


14 komentarzy:

  1. A ja mam dość śniegu. Serio. Zawsze czekałam na śnieg, ale jakoś w tym roku nie ma dla mnie tej magii. Na początku było fajnie. Wow. Pada śnieg. Postanowiłam nie jechać autobusem, bo tak fajnie iść, kiedy śnieg tak delikatnie prószy. W połowie drogi płatki śniegu mnie chyba jednak znielubiły, zaczęły spadać w większej ilości wprost na moją twarz.
    Hmmm... Moja "ukochana" fizyka! pod koniec drugiej klasy na tym przedmiocie siedziałam i zastanawiałam się, o co w przerabianym materiale właściwie chodziło.
    Ciesz się, że nikt nie zauważył Twojego upadku(?). W sumie to nie tylko Ty potykasz się na prawie płaskiej powierzchni. Kiedy byłam w katedrze w Czechach zahaczyłam (?) o mała szczelinę i prawie się wywaliłam. Tylko kilka osób się zorientowało, że prawie zaliczyłam najbardziej spektakularny upadek stulecia.
    Po co komu kaligrafia? W podstawówce kiedyś wszystkie literki miały być pisane równo, ale dzisiaj mnie to nie obchodzi i coraz brzydziej piszę :P Ale nadal czytelnie, wiece nie jest tak źle ;)
    Tez czasami mówię strasznie szybko. Choć w sumie gorsze jest to, kiedy człowiek wie, co powiedzieć, ma zacząć mówić i nagle z trudem się wysławia.
    Zaburzyłaś ogólne prawa fizyki tym wyczynem z szklanką :D
    Nie martw się - wszyscy jesteśmy chodzącymi katastrofami na swój sposób. Kiedyś skakałam na trampolinie tak mocno, aż mata się pode mnę zerwała i poleciała na ziemię (trochę bolało) :D
    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać: trzymam kciuki za Twoje konkursy ;)

      Usuń
  2. Pola! Posłużę się teraz cytatem mojej pani z pianina "dziękuję ci za to, że pocieszyłaś mnie, że nie tylko ja mam sklerozę", otóż teraz zamiast słów "mam sklerozę", wstawiamy "mam dygi iście ciamajdowe" i i i mamy piękny wstęp komentarza! :D Ten post był naprawdę genialny! Huhu! Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu! Jesteś człowiekiem iście genialnym, a spadanie ze schodów to po prostu przedsmak... hmmm... długiej życiowej wspinaczki ku górze. Świat chce Ci powiedzieć "Ej Ty, nie przyzwyczajaj się do wiecznych wzlotów!", więc daje Ci upadek. Ładnie, prawda? :) Jest to dowód na to, że jesteś geniuszem!
    Powiem Ci, że ja też w swoich przekochanych kręgach słynę z wysokiego poziomu niezdarności. Wpadam w futryny, słupy, drzewa, idę do odpowiedzi bez butów, bo mi się zgubiły podczas lekcji, potykam się na prostych powierzchniach (więc piąteczka!), kiedyś na dyskotece uderzyłam koleżankę dwadzieścia ileś razy (liczyła...), dźgam ludzi różnymi przedmiotami, wszyscy drżą gdy trzymam w dłoni ostre narzędzia, wylewam co tylko się da i... wyłączam się na potęgę! Polu. Siostro. Nie jesteś sama! :D Wspieram mentalnie! I nie mogę się nadziwić Twoim kunsztem "wylewczym"! Toż to sztuka! Nie mam pojęcia jak mogłaś wylać herbatę na kilka stron! talent!!! Nawet nie wiesz jak się śmiałam, kiedy to czytałam. ho ho. Gdyby wszyscy byli przytomni świat nie byłby taki sam! :D
    Opis ekspresowego czytania był bezbłędny! Znam kilka osób, którym stres objawia się w ten sam sposób. Mnie zazwyczaj po prostu trzęsą się ręce i drży głos, przez co zazwyczaj brzmię, jakbym płakała. Seniorzy na pewno i tak docenili twój recytatorski kunszt! :D
    Gratuluję przejścia do drugich... ETAPÓW! (tak mili państwo. Wystąpiła tu liczba mnoga! Hip hip hurra!) Trzymam kciuki.

    PS. Polu, czy tylko ja nie napisałam nic do naszego projektu? :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!!

      Usuń
  3. U nas już śnieg, taki stuprocentowy, gruba warstwa, oczojeb... znaczy, nieskazitelnia biel (nie w mej naturze leżą słowa tak nieelganckie). Uwielbiam to. <3
    Łohoho, "Wielki Gatsby" na olimpiadzie, jak super! Szaleję na punkcie Gatsby'ego (zresztą kto nie szaleje)! A w poniedziałek dasz sobie z pewnością radę.
    Narcystyczne posty są najlepsze :D
    O matko, znam to. Walenie ludzi po twarzy. Któregoś razu mój wróg vel kolega siedział sobie spokojnie przy ścianie na podłodze korytarza, a ja akurat zostałam wyzwana na pojedynek karate przez któregoś z moich żeńskich ziomków (nie wiem o co chodziło, ale to była jakaś dziwna akcja). I... nie wiem jak, ale tak jakoś usiadłam memu koledze na głowie.
    Yyy.
    To było dziwne.
    Fizyka to porażka. Przez wielkie P.
    "Interlokutor" <3 Mądre słowo! Muszę je zapisać.
    Pola łamie prawa fizyki :D A może po prostu jesteś Wybrańcem i niszczysz matrixa? (Nie wątpię).
    Wszystkiego spóźnionego najlepszego z okazji urodzin i powodzenia na konkursach, i w życiu, żebyś jednakowoż za często z tych schodów nie spadała, bo by strata była niewyrażalna słowem... Ot co! :P
    Chwała Ci!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale zbieg okoliczności! Właśnie jestem w trakcie przygotowywania posta o podobnej tematyce :D No no, kochana, z wpisu na wpis wnioskuję, że mamy ze sobą coraz więcej wspólnego :) Ja również potrafię się kompletnie wyłączyć i nagle opuścić teraźniejszość, by udać się myślami do swojego świata :D Udaję, że uważnie słucham, przytakuję, kiwam głową, ale nic nie rozumiem, co mówiądo mnie ludzie :D Zawsze później mi głupio prosić o powtórzenie... Naprawdę masz tak ze stresem? Mi z kolei strasznie trzęsą się ręce i nijak nie jestem w stanie nad tym zapanować :3 Mi również nie podoba się moje pismo. Bądź co bądź, problemów z odczytaniem nie mam, ale litery są tak pozbawione kształtu i zwięzłości, że można pomyśleć iż każdą pisał ktoś inny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiałam się przy tym. Jak tak sobie czytam, to myślę, że chyba też mogę nazwać się człowiekiem katastrofą :D. Szczególnie podpisuję się pod punktem "Wyłączyłam się" i "Ekspres". Co prawda, z szybkim gadaniem staram się walczyć, bo sama nie znoszę, gdy ktoś tak strasznie pędzi, że go zrozumieć nie można. Spokojne czytanie na głos w samotności trochę mi pomogło. Co do wyłączania się, to również nie znoszę fizyki i nigdy nie uważam na lekcjach. Jest mi na nich o tyle wygodnie, że nauczycielka nie patrzy, czy ktoś uważa, byle nie przeszkadzał, więc zazwyczaj piszę sobie jakieś krótkie opowiadania w brudnopisie albo czytam książkę (często mam jakąś przy sobie - nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się chwila wolnego :)).
    Ty wylewasz napoje, a ja za to jestem krok przed Tobą i często zdarza mi się tłuczenie szklanek. Jak to się mówi? Dziurawe ręce? :D. Ach, no i nie tylko Ty potykasz się na płaskich nawierzchniach. Tacy ludzie jak my, uświadamiają społeczeństwu, że nie ma rzeczy niemożliwych! Możemy być dumni!
    Życzę wszystkiego dobrego z okazji urodzin (trochę się spóźniłam, ale ważne są intencje przecież) i powodzenia w tych konkursach. Jak mi w kuratorze z polskiego nie poszło, to chociaż niech Tobie pójdzie. Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pola, widzę, że nie ja jedyna mam problem z fizyką! Łączmy się bólu nad tym arcyciekawym acz trudnym przedmiotem, który jakimś trafem zaczęliśmy w drugiej, a nie w pierwszej klasie!
    Gratuluję Ci takiego poczucia humoru, że potrafisz z dystansem opowiadać o swoich codziennych perypetiach i tym podobnych.
    A jak zaczniesz się tym martwić (czego Ci nie życzę), to pamiętaj - ja jestem jak dziewczyna z tego filmiku:
    https://www.youtube.com/watch?v=DoqCcblw_R8

    Pozdrawiam i do zobaczenia w szkole:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Można powiedzieć, że mam bardzo podobnie. Więc człowiekiem katastrofą można i mnie określić. Właściwie wszystko do mnie pasuje, poza pismem, bo mi akurat mówią czasem, że ładnie piszę (no chyba,że się śpieszę i się nie staram, to wtedy nie jestem sama wstanie się doczytać). Niestety wszelkie płyny cigle wylewam. Znajomi się kiedyś śmiali ze mnie,że nie umiem pić i chodzić równocześnie, bo wtedy jestem oblana napojem. Na szczęście tą umiejętność już sobie przyswoiłam, więc jest lepiej. Za to w gimnazjum chodziłam na obiady i oczywiście bardzo często zdarzyło mi się tym jedzeniem ubrudzić. Każdy ma inne zachowanie w sytuacji stresu. W sumie to bywa tak,że jak się rozgadam, to zaczynam szybko mówić, ale raczej nie w stresie. Za to gdy się czymś denerwuję trzesą mi się ręce i drży głos (najgorzej było w szkole muzycznej. Bo jak tu grać na egzaminie, gdy człowiek ma mokre i trzęsące się ręce?). W wyłączaniem się miałam o tyle gorzej,że tego w ogóle nie kontrolowałam i ludzie mi po kilka razy powtarzali, czy ich słucham. Na szczęście tego już się wyzbyłam i odlatuję wtedy kiedy wiem,że mogę sobie na to pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając cały wstęp miałam wrażenie, że mówisz o mnie. Mówię naprawdę poważnie, post dający do myślenia. Wyłączam się naprawdę często, ale tylko wtedy czuję się taka 'wolna' Genialny post, życzę samych sukcesów.
    pauuls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Tęskniłem za śniegiem tego roku, bo dawno nie było porządnej zimy, ale po paru dniach śniegu mi się odechciało. No i szybko stopniał. I tym razem brak porządnej zimy. Zresztą z czasem to się będzie jeszcze bardziej wyostrzać.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie śnieg na całe szczęście stopniał w 2 dni i jest już 10 stopni na plusie! ♥ Bardzo nie lubię zimy.. Czekam na cudowne,słoneczne lato!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥
    http://lucky-veronica.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Polu! Ty miałaś urodziny, a ja ci życzeń nie złożyłam! D:
    Kurka, zapiszę sobie, to następnym razem wyślę ci SMS. I nie będzie mi wstyd!
    A więc spóźnione życzenia urodzinowe:
    wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo owiec, jeszcze więcej zwariowanych pomysłów (i aby one nie wpływały negatywnie na Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne), dwóch, a co!, czterech ton weny, dobrych ocen, dużo folii bąbelkowych do strzelania, jeszcze więcej Kokonata, abyśmy się spotkały w te wakacje na KPP (może tym razem coś innego? A może... morze? i przede wszystkim spełnienia wszystkich marzeń - a w szczególności tych pisarskich :)
    A przechodząc do tematu posta: oj, chyba nie może być aż tak źle :D A nawet jeśli, nawet jeśli Pola przypomina mojego roztargnionego pana od historii (który zapomina o kartkówkach i pracach domowych, nie narzekam), to wiedz, że ja także nie należę do grona osób "ogarniętych". Oto ja, dziewczyna, która upiekła ciasto na wigilię w szkole angielskiego nie na ten dzień co trzeba i w efekcie mieliśmy dwie zabawy choinkowe - jedną małą, dzięki mnie, drugą oficjalną. Oto ja, człowiek, który odrobi nie to zadanie z matmy, co trzeba, bo nie usłyszał. Oto ja, kotołaczka02, która uczyła się Roty na muzykę, podczas gdy należało się uczyć Bogurodzicy! Zdecydowanie moi nowi znajomi mają ze mnie największy ubaw. Jestem trochę jak takie małe dziecko rzucone w tłum dorosłych, które nie wie gdzie się znajduje i starsi czują się za nie poniekąd odpowiedzialni - żeby przypadkiem się to dziecko nie zgubiło w tym wielkim świecie. Dlatego moje koleżanki zawsze mi po dwa razy przypominają o wszelkich składkach klasowych, a i tak pieniądze przynoszę w najpóźniejszym terminie. Czasami się zastanawiam, co ze mną nie tak, ale to chyba tylko Syndrom Literaty. O tak.
    A co do zbyt szybkiego mówienia: mam podobny problem. Zauważyłam, że trochę wróciła do mnie moja "w miarę" wyleczona wada wymowy. Może inni tego nie słyszą tak uważnie, ale zaczęłam zwracać na to uwagę. Mój problem polega na wymawianiu głoski "r". Może nie jest to baaardzo widoczne, ale pani z zajęć teatralnych niemal od razu to zauważyła. Każdy uczestnik zajęć dostał (ło, już dawno - z rok temu) zadania na dykcję. Mam je do tej pory i powinnam zacząć z nich korzystać codziennie, a nie sporadycznie, tak jak teraz, mimo to nie potrafię się do tego zmusić.
    I jeszcze jedno: ja z kolei bardzo polubiłam fizykę, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, bo myślałam, że jako rasowy human (no dobra, umiem matmę. Może mam w sobie coś z mat-fiza. Ale tylko kroplę. Kropelkę) nie będę jej w ogóle ogarniała, a tu proszę - nawet rozumiem! I zdecydowanie lubię. To jest takie ciekawe! Za to z tych nowych moim postrachem jest biologia. Jeszcze w podstawówce uwielbiałam przyrodę, a teraz drżę przed tą jedną godziną w tygodniu, którą dać musieli akurat na piątek!
    Pozdrawiam i życzę śniegu (który u mnie był, ale się zmył)! kotołaczka02

    PS Wzięłam się za siebie i rozpoczęłam naukę włoskiego. Sama. Z książką z empiku. I Internetem. Nie wiem, jak mi to pójdzie, ale sprawia mi ogromną frajdę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe, jak dobrze i zgrabnie napisana notka autobiograficzna! Naprawdę, to przyjemność od czasu do czasu poczytać bloga osoby, która nie pisze z przypadku! ;)

    Ja pamiętam taki incydent, że ostrzegałem kolegę przed śliskimi studzienkami, bo wszystko było skute lodem, a potem sam wszedłem na jedną i wywinąłem orła. A ten tępak jeszcze się na mnie obraził, bo myślał, że robię z siebie idiotę w miejscu publicznym...

    Gratuluje systematycznego zwiększania dystansu z gorącym piciem, pracuj nad tym dalej ;d

    Powstanie coś na Kreatywne Spojrzenie na styczeń? ;>

    OdpowiedzUsuń