piątek, 19 września 2014

Mój post jest zbyt fajny, aby mieć tytuł

Witam, witam!

Rozkręca się ta szkoła, oj rozkręca, że hej. Prace domowe, kartkówki, odpytywania, widma sprawdzianów i prezentacji... na szczęście jakoś mi idzie, oceny wpadają dobre. Tylko wiadomo, że trochę nie chce się wkuwać tej całej wiedzy... mówię tu zwłaszcza o angielskim, bo na razie nie mamy podręczników, więc nauczycielka zawala nas kserówkami ze słówkami i gramatyką... za to już przez te trzy tygodnie nauczyłam się więcej niż przez dwa miesiące w podstawówce! Na ten przykład... wiem, jak są drewniaki i halka. Clogs i slip. O! I nie, nie wpisałam tego w Google Translate ani inny tłumacz. (Tylko sprawdziłam w zeszycie)  No. Nieważne. W każdym razie- z angielskiego uczymy się naprawdę dużo. Nie jest to jednak dla mnie jakaś tragedia, gdyż (ach, no czyż to słowo nie brzmi mądrze?:D) lubię naukę języków i chciałabym perfekcyjnie mówić po angielsku, a dzięki temu, że poznaję tak szczegółowe słówka, jestem na dobrej drodze, aby to osiągnąć! Może moje okulary są trochę zbyt różowe, ale nie przeszkadza mi to. Dobre nastawienie to podstawa!
Chociaż przyznaję, że czasem dobija mnie wkuwanie słówek. W dodatku muszę błagać rodziców, żeby mnie przepytali, bo są tak optymistyczni, że machają ręką i mówią: ,,Daj spokój, na pewno umiesz!". A może po prostu im się nie chce. Tak, to chyba to.



 
Dobrze, koniec o szkole... a nie, przepraszam, niezupełnie koniec. Przy okazji chciałabym też uprzedzić, że pewnie w najbliższych postach sporo o niej będzie. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was nudne. Po prostu nadal jestem na etapie odkrywania i ekscytowania się gimnazjum, a jak wiecie, uwielbiam moje przeżycia opisywać, prawda.
No. Ale przejdźmy do rzeczy. Otóż... w tym poście ogłaszam pierwszy...
(werble...)
pierwszy...
(werble...)
pierwszy...
(werble)
(werble po raz ostatni, bo czytelnicy chyba zaraz stąd wyjdą, znudzeni taką ich ilością)
Konkurs na ,,Takim zwyczajnym blogu"!
Juhuuuu!
No, właściwie to taki ,,konkurs nie konkurs". Bo nie jest na wielką pompę, nie ma nagród... to takie po prostu wyzwanie dla chętnych! Dla tych, którzy chcieliby trochę wysilić wyobraźnię i pokombinować. Nie wiem, czy w ogóle ktoś by chciał wziąć w tym udział. Może i nie... ale mimo wszystko zachęcam. Chociaż trochę pomyślcie i napiszcie. Nagród tak naprawdę nie ma. Chociaż... cóż najciekawszą interpretację zaraz-się-dowiecie-czego zaprezentuję w kolejnym poście i pochwalę. Można to chyba uznać za jakieś wyróżnienie?...
Ale czas wyjaśnić, o co chodzi w tym wyzwaniu (konkurs to chyba jednak za dużo powiedziane).
Więc taaak... gdy mieliśmy zastępstwo z inną polonistką na języku polskim, lekcja była trochę... inna. A dlaczego? Ponieważ pisaliśmy... haiku!
Do tej pory miałam tak naprawdę mgliste pojęcie o tym rodzaju poezji. No coś tam wiedziałam- że to tworzenie wyjątkowo krótkich, wyrażających jakieś emocje wierszy, które są kombinacją kilku słów i wszystko polega na tym, aby uchwycić coś dobrze w niewielkiej ilości wersów. Miałam też pojęcie o pochodzeniu haiku (Japonia). A tak poza tym, to kojarzyło mi się to tylko z marnymi wierszydłami Apolla z serii ,,Percy Jackson i bogowie olimpijscy" (fani Ricka Riordana na pewno wiedzą, o czym piszę;)). Dlatego też strasznie ucieszyłam się, gdy nauczycielka ogłosiła temat lekcji. Mogłam w końcu dowiedzieć się więcej o tym gatunku poezji i przy okazji spróbować w nim własnych sił! Zapowiadało się super.
I nie zawiodłam się.
Bo naprawdę ciekawie się te nasze haiku pisało. Polegało to na tym, że mieliśmy wybrane losowo słowa (różne części mowy) i oraz określony schemat. Każde słowo musiało mieć wyznaczone miejsce, nawet gdy zupełnie nie pasowało. Nie mogliśmy dodawać innych wyrazów niż te, które nam przypadły. Jedyne, co nam było wolno, to zmienienie formy niektórych słów. I to tyle. No i napisało się te haiku, a tu... trzeba wymyślić interpretację. I to sensowną!
Pewnie już się domyśliliście, na czym polega wyzwanie. Oczywiście na stworzeniu interpretacji do mojego zacnego haiku, który prezentuję poniżej. Ja sama wymyśliłam dosyć nietypową i to tak nietypową, że nauczycielce prawie szczęka opadła...ale ma sens! I to naprawdę ma. Jakiś. Całą historię dorobiłam...
W kolejnym poście opublikuję moją interpretację tego wiersza, a także najciekawsze z Waszych. Zachęcam do pisania swoich pomysłów, jestem ciekawa, czy coś wydobędziecie z tych trzech wersów! To może być przy okazji niezła zabawa:D
A oto i haiku:

Wszędzie czerwone latają drzewa
ja wśród marmurów, dynamitu i farb
klik-królu, piecz

Pewnie Wam trochę szczęka opadła, hm? No cóż... zadanie łatwe nie jest! Bo to pozornie nie ma sensu. Ale trzeba po prostu poszukać głębiej! 

 




 

Taak, to by było dziś na tyle. Napiszcie koniecznie, czy już się oswoiliście ze szkołą, znacie grę w biegańca, też Wam czasem odbija, co myślicie o haiku w ogóle... a może próbowaliście już swoich sił w tym gatunku? Kto wie, kto wie. Czekam na komentarze!
Pozdrawiam ciepło!
Pola

12 komentarzy:

  1. U mnie w szkole też w sumie najgorzej nie jest. :) Jestem w klasie angielskiej i mam 4 godziny tego języka w tygodniu. Czasem nie wyrabiam, bo mamy okropnie wymagającą panią. Ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. W końcu jestem w tej klasie, żeby się czegoś więcej nauczyć. W podstawówce mieliśmy strasznie lajtową nauczycielkę, która w ogóle nei umiała uczyć. Chłopaki robili sobie na lekcjach co chcieli, my trochę słuchałyśmy, ale nie specjalnie było czego słuchać. Coś mam wrażenie, że teraz wszystko się zmieniło.
    Wiesz, że nie znam tej gry? Znaczy pewnie znam, bo znam dużo takich zabaw, ale nie pod tą nazwą i zasady też raczej nic mi nie mówią. My w tym roku jeździmy na basen i zawsze, kiedy wracamy mam okropną głupawkę. Ktoś powie 'chleb', a ja od razu zaczynam się panicznie śmiać i nie mogę przestać przez kolejne pięć minut. ;-; Ale to pewnie przez to, że na basenie często spotykamy mojego psychicznego przybocznego i jego jeszcze bardziej psychicznych kolegów.
    Mój Boże! Pola! Chyba nie dam rady wziąć udziału w tym wyzwaniu, gdyż (tak, użyłam tego słowa) w ogóle nie mam pojęcia o co mogło Ci chodzić. Co to jest? Zaczęłam się zastanawiać nad dwoma pierwszymi linijkami. Myślałam, że chodzi o wojnę, jakieś powstanie czy coś, ale po przeczytaniu ostatniej, kompletnie mnie zatkało. To kojarzy mi się z zagadką Sfinksa! Mogłabyś pisać jakieś kryminały jak Agata Christie, w jej książkach jest mnóstwo zagadek i nigdy nie znajduję na nie rozwiązania. 'Klik-królu, piecz'. Nauczę się tego haiku na pamięć i będę myśleć! Myśleć, myśleć i myśleć! O, chociaż możliwe, że faktycznie chodzi o coś z wojną, a 'klik-królu' to jakiś znak dla dowódcy, że ma już zacząć? Pola! Jesteś okropna! Żeby wymyślić takie haiku?! Nie, no żartuję przecież, ale będę nad tym jeszcze myśleć! O! Mam jeszcze jeden pomysł! Moja dotychczasowa interpretacja jest następująca:

    Wszędzie czerwone latają drzewa - Chodzi tu o Igrzyska Śmierci! 'Czerwone drzewa' mogą być przenośnią do płonących lasów w 12 dystrykcie.
    ja wśród marmurów, dynamitu i farb - Ty chowasz się przed Kapitolem w różnych zakamarkach, a wokół Ciebie jest mnóstwo dynamitu i farb (trochę dziwne, ale niech już będzie)
    klik-królu, piecz - Król jest tu Kapitolem, więc królu, naciśnij przycisk i zniszcz w końcu cały dystrykt, żeby moja rodzina i przyjaciele nie musieli cierpieć (dajmy na to, że są już w jakimś innym dystrykcie).

    Trochę dziwna na moja interpretacja, ale jakby się zastanowić, to nawet logiczna. xd Ach, pochwalę Ci się! :D Zaczęłam na nowo czytać książki pana Riordana i w końcu wzięłam się za serię o Olimpijskich Herosach. :D To jest po prostu rewelacja! ^^ Bardzo podoba mi się to, że Rick włączył do książki również Ann, Percy'ego i że wszystko tak ładnie się ze sobą łączy. :D No i pokochałam Jasona! ^^
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze, właśnie widzę tę samą duszę artysty, której tytuł postu nie jest do szczęścia potrzebny (jeśli jesteś ciekawa, na moim blogu, również mam-nie mam tytułu wczorajszego postu - pszypadeg?). Bardzo bardzo zaintrygowało mnie haiku, jest po prostu świetne! A twój miały wierszyk... haha, genialne! Mówię Ci, osiągniesz sławę. ;) Niestety nigdy nie miałam podobnej lekcji polskiego, a szkoda, bo to niezłe wytchnienie od materiału szkolnego. Ale kiedyś, w gimnazjum, polonistka przedstawiła nam wiersz, cytuję (cały!): "Ptak / prowokacja kamienia". To wiersz, nie tytuł. ;)
    Dobra, uwaga, uwaga, poniżej zamieszczam moje haiku! Co autor miał na myśli? (tutaj wkleiłabym zdjęcie małpki ubranej w czerwony surdut z czapką na głowie, grającą na złotych talerzach - symbol głupoty i pustki w głowie)
    "Serpentyna w oknie / worek na suficie / i telefon w szklanej tubie / Taniec - to naklejka grozy."
    Dziękuję za uwagę, prawa autorskie, do zobaczenia i pozdrawiam! ;)

    inspiratium.blogspot.com

    Ps: Hmm, ten mój wiersz jest nawet dobry, chyba go sobie gdzieś zapiszę, a potem opublikuję na blogu, haha. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wbrew pozorom, tytuł posta równie fajny! ;)
    Ja również mam trochę pracy w szkole. Przez to też niestety nie mam czasu, żeby posiedzieć dłużej przy laptopie, napisać jakiegoś posta czy pokomentować posty innych. Może i nie mam aż tak wielu zadań domowych i nie uczę się całymi dniami, ale po prostu nie mam weny i chęci. To uczucie jest straszne i mam nadzieję, że niedługo mi przejdzie.
    Jeśli chodzi o haiku, pisałam już parę w gimnazjum. Pamiętam, że na ostatnim festynie szkolnym moja polonistka zrobiła w swoim gabinecie kącik poetycki, gdzie pisano różnego rodzaju krótkie teksty. Fajna zabawa. O wiele lepsza od normalnej, nudnej lekcji. Swoją drogą, moja ostatnia lekcja polskiego była dość ciekawa. Mój profesor wybierał się na obóz humanistyczny, a że jest naszym wychowawcą, postanowił nas wykorzystać do brudnej roboty. Wycinaliśmy z gazety pojedyncze słowa, a uczestnicy obozu mieli układać z nich jakieś zdania i na końcu wychodziły dość ciekawe, oryginalne wiersze.

    Pozdrawiam :)
    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudne stworzyłaś te haiku, ale spróbuje je rozszyfrować. Kojarzy mi się ono z II Wojną Światową (chyba przez to, że ostatnio czytałam Kamienie na Szaniec)
    Wszędzie czerwone latają drzewa --> samoloty przypominają mi kształtem trochę uschnięte drzewa, a więc mowa tu oczywiście o samolotach niemieckich, ale dlaczego są czerwone? Może dlatego, że w świetle zachodzącego słońca samoloty przybierają czerwony odcień lub dlatego, że samolot spuszcza bombę, a bomba podpala wszystko, a ogień równa się kolor czerwony
    ja wśród marmurów, dynamitu i farb --> marmur - może jesteś Polakiem ukrywającym w ruinach jakiegoś domu (ruiny=marmur); dynamit - wszystko wokół Ciebie wybucha (granaty i tym podobne rzeczy); farba - w Warszawie malowano na murach kotwicę czyli Znak Polski Walczącej (chyba tak to sie pisze) i innej hasła dywersyjne
    klik-królu, piecz --> król - Hitler/Niemcy?; klik - kilka mi sie kojarzy z naciskaniem klawisz myszki, a wiec z wykonywaniem rozkazu; a Hitler mógł jednym rozkazem zrównać jakis budynek z ziemią; piecz - komory gazowe i tym podobne rzeczy w obozie koncentracyjnym lub bomby/bomby atomowe (tu chyba ludzie sie palili żywcem).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja cię, ja cię konkursik! Ale supeeeer! Twój haiku to geniusz, co prawda w swoim życiu przeczytałam 4 (licząc z twoim), ale wydaje mi się genialny. Bynajmniej w odniesieniu do mojej interpretacji, buachacha! Oby częściej Polu! Człowiek może się trochę pobawić! (choć przez tego twojego posta nie odrabiam teraz pracy domowej i nie uczę się utworu na flet. masz mnie na sumieniu! xD) No więc ja to widzę tak (muszę napisać ładnie, jakby co. Choć nie sądzę, by to : "jak by co" kiedykolwiek nastąpiło!)
    Bomby lecą z nieba! Wszystko się pali! drzewa płoną! Panuje chaos! Aaaa!!! Słowem - wojna. Człowiek podkrada się do willi prezydenta, albo do jego limuzyny, czołgu w którym siedzi (?) samolotu... Nieważne. Do czegoś gdzie siedzi sobie król. I odpala bombę. Klik. I po królu. Będzie się piekł. "Królu piecz". Tak to widzę. Mam jeszcze druga bardzo podobną wizję:
    Ludzie buntują się przeciwko królowi. Rebelianci! I wysadzają biedaka! Klik - odpalają bombę. Mężczyzna się piecze niczym chrupiący chlebek. Buachacha!
    Przepraszam Cię Polu, poniosło mnie. Ale naprawdę, powinnaś zostać zawodowym haikotwórcą!Łał... Normalnie powiedziałabym "współczuję", ale skoro lubisz angielski, to tylko się wyszczerzę i powiem "To Ci się fajnie trafiło"! Miło masz, że z przyjaciółmi do klasy chodzisz! Raźniej jest i w ogóle! Znam biegańca, znam. mam zawsze przy nim głupawkę, więc rozumiem wasze stanowisko xD

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze do mojej interpretacji. Latające czerwone drzewa, to oczywiście, biedne płonące drzewka :c

      Usuń
  6. Dobra ja chyba napiszę jeszcze raz tą interpretację, bo brzydko napisałam...
    Tak jaśniej :D
    Czerwone latające drzewa to płonące drzewka.
    Ja wśród marmurów, dynamitu i farb - wydaje mi się, że ktoś stoi pod budynkiem króla, farba to nabazgrane słowa buntowników, a dynamit, wiadomo, poustawiał go tam gdzie trzeba i. Klik! Odpala. Śmieje się przy tym jak jakiś psychol.
    królu, piecz. To chyba taka zabawa słowna Poli ^^ Zamiast "królu precz", "królu piecz", w sensie, że zaraz biedak w płomieniach stanie i zamieni się w żywy chleb!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tematy o szkole nie uważam za nudne, bo czasem można napisac o ciekawych rzeczach. Z angielskiego nie musze sie aż tyle uczyc. Też mamy kserówki, ale w większości z nich nie ma trudnych słówek.Chyba przedmiotem z którego mam najwięcej pamięciówki jest biologia. No, ale nie będę narzekać, takie sobie rozszerzenie wybrałam.
    O biegańcu słyszałam i nawet w to grałam. Kilka lat temu odpadałam zawsze za pierwszym razem, bo nie umiałam w ogóle grać. I szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie odbijania bez paletki. Ręką dobrze sie nie odbije. Obecnie juz mi lepiej idzie gra w ping-ponga.
    No, akurat w interpretacji wierszy jestem kiepska, a w szczególności jeśli chodzi o haiku, którego nigdy nie interpretowałam, bo go nie rozumiałam. Niektóre haiku są takie niezrozumiałe i na prawdę gdy je czytam nie mam pojęcia co autor miał na myśli. Szczerze mówiąc twoje tez nie jest w ogóle proste. Jeszcze z pierwszymi dwoma wersami do jakoś bym sobie dała rade, ale trzeci? Ostatni jest zdecydowanie najmniej zrozumiały. Ale spróbuję to jakos roszyfrowac. Pewnie moja interpretacja nie będzie bliska twojej, ale chyba warto spróbowac.
    Całe haiku weług mnie jest o tematyce wojennej. Można by przypuszczać,że odnosi sie do różnych zdarzen historycznych, ale ja przyjmę,że jest to powstanie warszawskie (to ze względu na film na ktory poszłam z klasą do kina wczoraj - miasto 44). Czerwone drzewa to drzewa, które płoną, Zostały spalone. Marmur może odnosić sie do budynków, które służą jako schronienie. Farba kojarzy mi się z kolorami, a dokładniej białym i czerwonym. Czerwony kojarzy mi się z krwią. A co za tym idzie samo słowo "farba" też mi się z tym kojarzy. Poza tym podobno gdy wybuchały bomby krew tryskała po ścianach, więc można by powiedzieć,że ściany wyglądały jak w farbie. Dynamit to dynamit. Wiadomo,że chodzi o jakiś wybuch, eksplozję, która była bronią, a także spowodowała śmierć mnóstwa Polaków. Co do ostatniego wersu to klik kojarzy mi się z klikaniem. A co za tym idzie z namawianiem kogoś do zrobienia czegoś, nakłanianiem go. Król to osoba, która ma władzę. W tym wypadku Niemcy władali Polską. Mieli nad nią kontrolę. Pieczenie to według mnie slowo na pewno nie odnoszące się do pieczenia babeczek w piekarniku. Samo słowo kojarzy mi się ogniem, wysoka temperaturą. Do mojej interpretacji pasuje pieczenie różnych rzeczy i osób. Mam na myśli palenie miasta oraz ludzi na stosach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Primo: kiedy przeczytałam samo słowo "haiku", szczęka mi opadła, ponieważ (gdyż xD) osobiście UWIELBIAM ten właśnie rodzaj poezji. Naprawdę. To było niezłe zaskoczenie :D I trochę schiza. No i podbiłaś moje serce wspomnieniem Apollina, albowiem właśnie jestem w trakcie czytania Percy'ego Jacksona (konkretniej ostatniej części), więc dopiero teraz się w tę serię wkręciłam (trochę za późno, chyba) i w ogóle, i kocham Nica, coś tam, coś tam, ad rem. Co do samego haiku: ciekawe. Bardzo ciekawe. Baaardzo... Dobra. Ogar. A więc... interpretuję.
    Czerwone drzewa. Nie ulega wątpliwości, że chodzi o konkretne drzewo: dąb czerwony, gatunek inwazyjny, który zagraża naszej rodzimej faunie i florze (ciocia Wiki pozdrawia). Latają, czyli są, biegają, pojawiają się wszędzie. Ich znaczenie łączy się bezpośrednio z ostatnim wersem "klik-królu, piecz", jednak na razie przejdźmy do wersu drugiego, w którym ujawnia się podmiot liryczny, "ja".
    Osoba mówiąca w wierszu znajduje się w potrzasku, w strasznej sytuacji. Między młotem a kowadłem - między marmurem a dynamitem. Marmur jest zimny i nieustępliwy. Dynamit prędko wybucha. Jednak co z farbą? O tym też zaraz, bo i tak najważniejszy jest wers ostatni.
    "Klik". Nie chodzi tu o dźwięk. Chodzi o klikę (nieformalną grupę społeczną w tym przypadku dążącą do przejęcia władzy). "Klik-królu", czyli królu klik, przywódco kliki. Nie da się ukryć, że ma on złe zamiary. Stawia przed podmiotem lirycznym trudny wybór - czy "ja" wesprze klikę, czy pozostanie wierny swoim ideom sprzed jej panowania? Nie da się bowiem ukryć, że ci źli, których symbolizuje dąb czerwony (przypominam: "drzewo inwazyjne") są wszędzie i jest ich coraz więcej. A przynajmniej że "ja" już od dłuższego czasu przebywa w ich otoczeniu. Czy więc podmiot liryczny okaże się "marmurowy", czyli twardy, czy będzie dynamitem: zapali się do złego pomysłu, da się wciągnąć i zacznie siać zniszczenie. A co z farbami? Cóż, farbą powleka się powierzchnie, zamalowuje błędne pociągnięcia pędzlem albo zacieki na ścianach. Król kliki nie mówi szczerze o swoich zamiarach i metodach, pokrywa je farbą kłamstw, żeby podmiot uwierzył w słuszność celów kliki.
    No i jaką decyzję podejmuje podmiot liryczny?
    Staje się członkiem kliki. Przyjmuje jej poglądy, porzucając własne. Skąd to wiemy? Z ostatniego słowa haiku, "piecz". Prawdopodobnie chodzi tu o przypiekanie, dokładniej po prostu o ładniejszą, delikatniejszą formę zwykłego PODPALENIA - podpalenia lontu, by dynamit mógł wybuchnąć. Czemu forma jest delikatniejsza? Ano, jak mówiłam, farby. Wszystko jest niejasne, zakryte.
    Jaki jest cel członków tajemniczej kliki siejącej postrach? Zły. To na pewno. Przejęcie władzy nad światem.
    To smutny wiersz. O trudnej decyzji i błędzie. Ale kto wie? Może podmiot liryczny jeszcze go naprawi?

    ...

    Uff. Wyszłam z transu. Powiem szczerze - to była świetna zabawa. Serio, to było genialne, gdy wpadłam jak rozwiązać jedną rzecz, wpadałam na drugą i zaczynałam brać wszystko na poważnie :D Ech. Mam chyba najbardziej absurdalną teorię ever, ale nie szkodzi, bo może i ma sens. Mam też tylko nadzieję, że nie obrazisz się za skrytykowanie Twojego podmiotu lirycznego, który podjął złą decyzję xD Zaznaczam: przed opublikowaniem komentarza nie czytałam innych interpretacji, żeby mieć świeży umysł i nie ściągnąć jakiego pomysłu. Taka jestem uczciwa.
    Fajna rzecz, takie wyzwanie, i jak mówiłam, dobra zabawa ^^
    "Gdyż" brzmi prawie tak samo mądrze jak "propaganda" i "albowiem" ♥
    Lekko oszołomiona
    B.

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże. Ten komentarz jest długi jak mój jeden post. Ba. Dłuższy. Oj ^^'
    B.

    OdpowiedzUsuń
  10. Rany. Uświadomiłaś mi boleśnie moją starość. Nie pamiętam, co robiłam ze swoim życiem w gimnazjum, zwłaszcza w pierwszej. Mam tylko jakieś mętne przebłyski chodzenia na boisko (tzw. bojo), przełażenia przez płoty i zwiedzania czyjegoś strychu... Chyba nauka nie grała wtedy w moim życiu za dużej roli. A na pewno nie pisałam niczego na polskim- jak już to wiersze o wiośnie, za który zresztą dostałam 4, a moja grupa 5. Bo ja, stwierdziła Polonistka, mogłam lepiej. A jak poeta nie umie wytłumaczyć własnej metafory to znaczy, że to zła metafora.
    Oczywiście wierzę, ze ty wiesz, o co chodzi w tym wierszu :D

    A teraz co ja tam widzę.
    Widzę kilka możliwości. Pierwsze skojarzenie nie świadczy chyba o mnie najlepiej...Pierwsze zdanie kojarzy mi się z narkomańską wizją, więc wnioskuję, że podmiot liryczny coś brał. No a miał akurat widok na drzewa, więc zobaczył owe drzewa ciut zmienione. Czemu latają? Bo on się właśnie rymnął na glebę, to mu latają przed oczami. Czemu czerwone? Kolor krwi, ale też miłości i władzy. W tym wypadku stawiam na miłość, tak, ten człowiek to nie jest zwykły narkoman tylko człowiek nieszczęśliwy z miłości. Marmur: rymnął się na glebę, zapewne na beton (czyli to miasto), może pod mostem? Hm, nawet znam takie miejsce w swoim mieście. Farba. W żargonie krew. Upadając, skaleczył się i leży we krwi, to też trochę tłumaczy czerwony kolor. Dynamit... To wszystko dzieje się w jego umyśl zaprzątniętym wizją śmierci. Ten człowiek chce umrzeć, więc dynamit jak najbardziej pasuje. On marzy o tym dynamicie. Klik. Dla mnie dźwięk otwieranej torby, takiego zatrzasku z plastiku jak czasami jest na torbach. Czemu królu i czemu piecz? Bo wyjmuje zapałki. Bez wchodzenia w szczegóły, zależnie od tego co chce jeszcze ćpać po coś te zapałki wyjmuje. Albo już w ogóle nie myśli logicznie i wyjmuje te zapałki żeby umoczyć je we krwi i patrzeć jak się palą i czuć ten swąd...
    Kurcze, przerażająca wizja! To już wolę drugą, czyli wizję spiskowca. Niestety, też z zapałkami, one mi się narzucają...
    Czerwone drzewa to przedstawiciele władzy, policja, w czerwonych mundurach, więc komuniści albo słudzy wyjątkowo krwawego władcy. Jak drzewa oplatające planetę Małego Księcia, policja chce zniszczyć planetę (dom, państwo) podmiotu lirycznego, który, ukrywając się za marmurowym posągiem władcy szykuje dynamit. Ma farbę, ponieważ wcześniej rysował na murach propagandowe znaki, a teraz planuje wysadzić ten pomnik króla. Klik, wyjmuje zapałki z tegoż plecaka z zapięciem co poprzednio, względnie pstryka zapalniczką i zapala dynamit. jego ostatnie słowa są życzeniem, bu król smażył się w piekle. Potem oczywiście wylatuje w powietrze, bo nie ma kiedy uciec przed wybuchem.
    Hm, dwa takie różne przykłady, aż nie wiem który wolę... Koniecznie zdradź, jak ty to widzisz!

    OdpowiedzUsuń
  11. No zaczęła się szkoła, zaczęła :) Nie chcę Cię straszyć, ale ekscytacja minie szybciej niż się spodziejesz :P W technikum/ liceum będzie trwać trochę dłużej, ale ile można żyć pod urokiem szkoły? :D No w każdym razie dobrze, że Ci się podoba i jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń