niedziela, 16 marca 2014

Co mnie wkurza?

Hej!
No, w końcu zmobilizowałam się i zaczęłam pisać tego posta! Pewnie zajmie mi on kilka dni, ale co tam.
Na początek kilka informacji.
Jak zapewne zauważyliście, zmieniłam wygląd bloga na bardziej wiosenny. Prawdopodobnie mój blog przejdzie jeszcze kilka przemian, ale o tym innym razem;) A teraz "news", z powodu którego jestem szczęśliwa od rana!
ZOSTAŁAM LAUREATKĄ KONKURSU KURATORYJNEGO Z POLSKIEGO!!!
To oznacza, że 1 kwietnia mam wolne i nie piszę sprawdzianu szóstoklasisty!
Jak się zapewne domyślacie, bardzo, ale to bardzo się cieszę (a rodzinka jeszcze bardziej;)). Poszczęściło mi się:D
Ale teraz przejdźmy do tematu głównego tego posta, czyli do odpowiedzi na pytanie...

CO MNIE WKURZA?
Zacznijmy od tego, że jest mnóstwo rzeczy, które mnie denerwują, więc wszystkich nie wymienię, bo trzeba by napisać całą książkę o tym.Napiszę o takich, które najbardziej mnie irytują. No to zaczynamy.
  • Nienawidzę, gdy ktoś mnie poucza. Po prostu nie potrafię dać sobie z tym rady. Wiem, że często takie osoby pouczają mnie w dobrej wierze, ale bywają przypadki, w których mówią do mnie takim tonem, że mam ochotę wrzeszczeć i kopać albo wymądrzają się, chociaż nie mają racji. No czy to nie jest wnerwiające?!
   
Smerf Ważniak, który, jak sama nazwa wskazuje, strasznie się mądrzy przy każdej okazji.
  
  • Wkurza mnie większość powieści z gatunku paranormal romance.  Znacie pewnie bohaterki typu Bella Swan ze "Zmierzchu", Kelsey Hayes z "Klątwy tygrysa" czy Nora Grey z "Szeptem". Czyli, ogólnie mówiąc, słodkie ciapy, które są narratorkami i głównymi bohaterkami w większości książek z gatunku paranormal romance. Są zakompleksione i stale krytykują swój wygląd, ale wszyscy faceci za nimi szaleją, bo w rzeczywistości są takie piękne i niby odważne, chociaż nie potrafią nawet jednego kroku zrobić bez pomocy jakiegoś faceta. Zawsze w długiej kolejce do nich ustawiają się jacyś mroczni, nęcący, seksowni, młodzi mężczyźni, którzy oczywiście są zabójczo przystojni, a gdy zdejmują koszulkę, to wszystkie panienki mdleją. Och, zapomniałam o najważniejszym- zawsze kryją tajemnicę. Są wampirami, wilkołakami, zaginionymi książętami, upadłymi aniołami, demonami,łowcami demonów, wojownikami. Oczywiście główne bohaterki odkrywają tą tajemnicę. I zawsze, choćby ci przystojniacy chcieli je zabić albo byli wredni, chamscy, szowinistyczni i bezczelni, ZAWSZE potem okazuje się, że jednak są fajni i nasze bohaterki mogą szczęśliwie paść w ich ramiona i utonąć w namiętnym pocałunku. Och, ale zawsze w ich miłość coś wkracza. A co? No jasne! Drugi kandydat do ręki naszego pięknego, głupiego dziewczęcia! Zwykle jest jej jakimś bliskim przyjacielem, który się w niej skrycie podkochuje. No a ona kocha obu chłopców... O nie, co za dramat! Ile jest łez, ile wątpliwości, ile kłótni! A po co to wszystko? I tak wiadomo, że ona będzie z tym mrocznym/bardziej tajemniczym/ tym, z którym była na początku...  Przyznaję, na początku to było nawet fajne, ale prawda jest taka, że większość książek powstaje wobec takiego oto schematu i czytanie cały czas o takich naiwnych panienkach i seksownych, mrocznych facetach, którzy są razem, może doprowadzić do ataków furii. To, że ciągle pojawiają się takie książki doprowadza mnie  do szału, bo jest to nudne, strasznie naiwne, głupie i wkurzające. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że w księgarniach powinien powstać specjalny dział na takie powieści- "dział książek beznadziejnych". Teraz, gdy napisałam o tych książkach, muszę powiedzieć, że zgadzam się z nią w zupełności. 
  
Ta dziewczyna w środku to Kelsey Hayes-  główna bohaterka "Klątwy tygrysa", na którą, mimo jej głupoty (ma 18 lat, a gdy ja miałam 10, to wiedziałam od niej więcej) i wiecznego niezdecydowania leci dwójka indyjskich książąt- Ren i Kishan. Oczywiście Kishan (ten w czerni) bardziej jest przyjacielem, ale zawsze się przydaje, gdy Kelsey pokłóci się z Renem- a zdarza się to często i to o byle głupotę. Szczerze? Nie radzę czytać.
  • Wkurzają mnie niektóre komentarze na blogach. "Hej! Fajny blog, zapraszam do mnie! (adres bloga)" . "Twój blog jest wspaniały. Ma cudowny wygląd i treść. Jeśli chcesz, możesz do mnie wpaść (adres bloga)". Początkowo nie widziałam w takich komentarzach nic złego. Wydawało mi się, że jest okej, jeśli ktoś poda adres swojego bloga na blogu innej osoby. Ale potem odkryłam, jaka jest różnica między normalnym komentarzem i adresem strony, a zwykłym SPAMem. I zawsze, gdy widzę komentarze typu "Fajny blog, zapraszam do mnie" pod moimi postami, to zaciskam zęby. Nie doprowadza mnie to do szału, ale jednak denerwuje. Niby fajnie, bo ktoś mi napisał coś miłego o moim blogu, któremu poświęcam dużo czasu, ale jednak czuć, że nie przeczytał nawet jednego słowa w poście. Wolę komentarze mniej pochlebiające, ale za to dotyczące posta (np. polecenie mi jakichś książek, wyrażenie swojego zdania, opinia na jakiś temat...).
  • Nie lubię, gdy ktoś dostaje głupawki, ale w tej głupawce przesadza. Osoby z mojego otoczenia często głupawki dostają. Też oczywiście jej dostaję i często nie mogę przestać się śmiać. Jednak są osoby, które przeginają, bo stale dostają głupawki, a gdy ją mają, zachowują się... Po prostu niewłaściwie. "Odbiło mi" jest marnym wytłumaczeniem. Czasem trzeba się wstrzymać, żeby nie zrobić czegoś głupiego. W mojej szkole są dziewczyny, które na przerwach zachowują się tak, jakby się upiły. Nikogo to nie śmieszy, to jest po prostu... Niesmaczne. Aż człowiek nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
  
  • Wkurza mnie, kiedy ludzie zawalają robotę, którą mają do zrobienia i wszystko muszę robić sama. W mojej szkole na lekcjach często pracujemy w grupach. Ma to swoje dobre strony, ale wszystko zależy do tego, z kim jest się w takiej grupie... Ostatnio na lekcji w takiej drużynie byłam wraz z jedną koleżanką. Nie zdążyłyśmy wszystkiego na lekcji. Obiecała, że coś na następną lekcję zrobi i wyśle esemesem jakieś informacje do prezentacji, żebym mogła wydrukować zdjęcia. No to piszę do niej, czy już coś znalazła. Cisza. Po godzinie i dwóch wiadomościach o treści "Halo?!!!" odpisuje gwiazda, że "zaraz coś znajdzie".  Czekam piętnaście minut wściekła jak nie wiem. Przychodzi SMS, z dwiema informacjami. Oczywiście jedna kompletnie  się nie nadaje. Bosko. Piszę jej o tym, a ta, sierota jedna, oczywiście na to, że ona nie wie. Kto znalazł brakującą informację? Ja. Zresztą zrobiłam to już wcześniej, bo intuicja mi powiedziała, że tak się wydarzy. A gdy nadchodzi lekcja przyrody (ostatnia na planie lekcji), okazuje się, że... Koleżanki nie ma. Gdzie jest? U lekarza. Nie powiedziała przez cały dzień, że jej nie będzie, bo po co? Niech Pola coś wymyśli. Przy następnym spotkaniu, gdy robię jej wyrzuty, to patrzy na mnie jak na wariatkę i mówi głosem typu Czy wszystko z tobą ok, że nie rejestrujesz?- "No ale mnie nie było". A przyszło jej do głowy, że mogła mnie poinformować albo dać potrzebne rzeczy wcześniej?!!! Nie. Niestety, takie sytuacje zdarzają się często. Zwykle to ja odwalam większość roboty w większości projektów, prezentacji, itd. Wkurzam się, ale robię, bo wiem, że beze mnie... No się nie uda. Nie zawsze tak jest. Jasne, że trafiam na ogarniętych, normalnych ludzi, którzy potrafią coś zrobić. Ale nie wszyscy posiadają takie umiejętności. I jeszcze mówią niewinnym głosikiem: "Ale to ty jesteś ta mądra, prawda?". A wiecie, co wtedy myślę? Czy nawrzeszczeć na taką osobę, czy po prostu trzasnąć ją w twarz.
  • Denerwują mnie ludzie, którzy robią się złośliwi i oschli, gdy słyszą o czyichś sukcesach. Zazdrość zawsze była i będzie wśród nas. Ale nie powinno jej się w otwarty sposób okazywać. Jak wiecie albo nie wiecie, biorę udział w wielu konkursach i często wygrywam. A teraz dodam nieskromnie, że przy tym jestem raczej skromna i nie wrzeszczę na prawo i lewo: "Ludzieee! Wygrałam konkurs! Ale jestem boska!!!".  Ale wiadomo, że często człowiek chce się radością podzielić. No to mówię do koleżanki "Słuchaj, wiesz, dostałam nagrodę w takim konkursie!". No i są różne reakcje ludzi w mojej szkole. Najfajniej jest, gdy osoba, która usłyszała o moim sukcesie, pogratuluje, uśmiechnie się, nawet się ucieszy, pochwali. Jasne, że nie pragnę, aby wszyscy od razu całowali mi stopy, ale jakiś wyraz uznania... No cóż, przecież człowiek potrzebuje motywacji. Ale są gorsze reakcje. Niektórzy mówią tonem wyzutym z emocji i w ogóle czegokolwiek: "Fajnie". I koniec tematu. No, raz się dziewczynie udało. No i co z tego? Są też tacy, którzy potem przez najbliższą godzinę są wobec mnie jacyś tacy oschli i chłodni. Inni gratulują, a potem ostrzegają mnie, aby mi woda sodowa do głowy nie uderzyła (jest trochę takich osób)- to co, już pochwalić się nie mogę, żeby nie dostać złotej rady na przyszłość??? Najgorsza reakcja- złośliwy komentarz, przycinek. Skomentowanie w niezbyt uprzejmy sposób. Zdarza się rzadko, ale jednak. A najśmieszniejsze jest to, że większość osób, którym zazdrość zżera wnętrzności, gdy słyszą, że coś mi się udało, też wiele osiągają. Ja staram się uśmiechać, gratulować. I mam nadzieję, że wychodzi naturalnie. Bo ja naprawdę cieszę się z sukcesów moich przyjaciół.
 
 
  • Denerwują mnie wulgaryzmy i obrażającą kogoś treści w necie. Zbyt długiego komentarza tu nie trzeba. Nie spotkałam się jeszcze z tzw. "hejterami" na moim blogu. Ale czytam na innych. A także na stronach internetowych, pod filmikami. I co czuję? Złość. Na tych ludzi. Że nie potrafią kulturalnie napisać "nie podoba mi się" i uzasadnić dlaczego. Umieją tylko kogoś zwyzywać, obrzucić przekleństwami. Potrafią w ten sposób sprawić ogromną przykrość drugiej osobie i po prostu... Cóż, w moich oczach ośmieszyć się. Bo pokazują, że inteligencją nie grzeszą, a także są po prostu słabi i zakompleksieni- wydaje im się, że poprawią sobie samopoczucie, obrażając innych. Smutne? Być może. Ale ja przede wszystkim czuję na nich złość.
 
 
  • Wkurzają mnie niektóre wybryki mojego kota. Leoś to kochane stworzenie, ale potrafi być... No strasznie wredny. Na przykład ma skłonności do wchodzenia i wychodzenia z pokoju, trzaskając przy tym drzwiami. A gdy drzwi nie są przymknięte, a zamknięte? Zawodzi na cały dom. W nocy albo nad ranem często biega dziko po mieszkaniu, gdy otworzę nawet jedno oko, to on to wyczuwa i dobija się do moich drzwi. A gdy już włazi do mojego pokoju, to łasi się do moich nóg i gdy chcę wrócić do łóżka, to nie daje mi przejść i mnie gryzie, gdy kategorycznie odmawiam głaskania go. Tłumaczę mu, że chcę spać, dodając takie piękne wyrażenia jak "Leon, do jasnej cholery", a ten dalej okazuje mi swoją czułość. W sumie dosyć niedawno, kot jednego bardzo wczesnego poranka naprawdę mnie wnerwił. Gdy po procedurze opisanej powyżej, czyli ataku miłości, wreszcie znalazłam się w łóżku, Leon wpadł na genialny pomysł gryzienia kwiatów w wazonie. Może nawet machnęłabym na to ręką, gdyby nie jego przeraźliwe mlaskanie i ciamkanie. Wstałam i go zdjęłam z miejsca, w którym stały te biedne rośliny. Daremnie. Jeszcze z dwadzieścia razy zabierał się do kwiatów, a ja dostawałam ataków szału. Ale nareszcie skończył. Położył się na dywanie. Uff... Zamykam oczy, oddycham z ulgą. Nagle słyszę dziwny dźwięk. Patrzę, a tu wielka piłka, taka do fitnessu, spada z szafy. Patrzę wyżej i co widzę? Kot na szafie. Gdy zwalił dużego, pluszowego psa i zaczął zwiedzać górę szafy, nie wyrobiłam. Wstałam, zapaliłam światło i zaczęłam obrzucać szeptem mojego kota różnymi obelgami. A ten patrzył na mnie z miną słodziaczka. Po bezowocnych próbach ściągnięcia go i ataków złości, kot sam zlazł. Na szczęście tej nocy już nie wywijał mi takich numerów, ale i tak rano byłam na niego obrażona. Bardzo kocham Leona, ale... No często mnie denerwuje. Ciężko jest się na niego długo gniewać, ale czasem coś mu odwala i... Nie będę opisywać wszystkich zabawnych (przynajmniej teraz) i irytujących sytuacji z jego udziałem, bo wyszedłby za długi post.
Na tym już zakończę moją listę rzeczy absolutnie wkurzających. Od razu chcę napisać, że obrażenie kogokolwiek nie było moim celem. Chciałam po prostu, aby ten post był humorystyczny. Wyszedł wprawdzie złośliwy, ale powtarzam: nie miałam zamiaru nikogo poważnie urazić. Piszę to na wszelki wypadek.
Mam nadzieję, że miło Wam się czytało;)
A jak jest z Wami? Co Was wkurza???
Pozdrawiam,
Pola



9 komentarzy:

  1. Jeeej!! ^^ Gratuluję! Ale Ci fajnie... Masz już wpisane na sprawdzianie max. punktów... A ja muszę pisać ten durny test ;__; Jeszcze gratuluję i naprawdę podziwiam!
    Też nienawidzę tych głównych, scharakteryzowanych do przesady, słodkich, uprzejmych, tajemniczych bohaterek. Czytałam 'Klątwę Tygrysa' i jeszcze parę takich uroczych książeczek. 'Zmierzchu' jeszcze nie, ale mam zamiar to zrobić. Po prostu po to, żeby sprawdzić jaka jest.
    Ach! Te genialne komentarze! Od razu widać, że ich autor nawet nie zerknął na posta i że chce się zareklamować. Ludzie! Tego się nie robi pod postem! Najwyżej w zakładce 'spamu', jeśli blog takową posiada.
    Mnie strasznie denerwuje, kiedy ktoś cały czas za mną łazi, wypytuje mnie o coś, przyczepia się do wszystkiego, po prostu widać, że mu się nudzi. I upatrzył sobie akurat taką mnie na swoją ofiarę...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z tobą bez dwóch zdań! Mnie też wkurza mój kot! Tylko miau, miau, miau drap drap shssss! I chciałam ci powiedzieć o pewnej książce. W poście ,,Hity stycznia 2014" pisałaś o książce ,,Piratka". Napisałaś: ,,to jedna z niewielu (a może aktualnie jedyna) powieść dla młodzieży o piratach.". To mówię ci o serii książek ,,Wampiraci" Justina Sompera. Jest o piratach i wampirach. Opowiada o przygodach rodzeństwa Connora i Grace. Nie chce mi się rozpisywać, ale to na pewno nie jest gatunek paranormal romance, owszem jest tam podobna miłość, ale nie jest to główny wątek książki. Polecam!
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję - tak myślałam o tym, ze ci się uda:) Naprawdę podziwiam cię, bo sama wiem ile trzeba włożyć pracy w konkurs.
    Mnie także wkurzają te wszystkie dziewuchy w takich książkach - chociaż Bellę jeszcze zniosłam, to przy Kelsey denerwowałam się jej niezdecydowaniem (no niech już któregoś wybierze). Wkurzali mnie też Ren i Kishan (dobrze piszę?) - wygląda na to, że oni nie mają żadnych wad -.-
    Pozdrawiam <3

    http://kwiat-nocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno się tak nie zaczytałam, jak w tym poście :o
    Mnie denerwuje tak wiele rzeczy, aż wstyd wymieniać...

    http://younglonelysoul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymałam za Ciebie kciuki w tym konkursie! Gratuluję wygranej, też kiedyś brałam w nim udział, ale nie zaszłam aż tak daleko jak Ty. Jeszcze raz gratulacje :)
    Widzę, że wkurzają nas nawet podobne rzeczy. Tyle, że tych, co mnie doprowadzają do szału jest na prawdę długa lista.
    Nie znoszę, gdy ktoś mnie poucza. Owszem, znoszę krytykę o razy pouczenia, które ktoś wygłasza w dobrej wierze, ale nienawidzę, gdy ktoś próbuje mnie poprawiać na każdym kroku. Po co? Przecież jestem na tyle samodzielna, że daję sobie radę z codziennymi czynnościami, jednakże większość osób robi to po to, aby uzyskać w jakiś sposób wyższość nade mną. Zupełnie ich nie rozumiem.
    Mam w klasie osoby, które wygłupiają się caały czas. Czasami jest to zabawne, ale zazwyczaj męczące. Zwłaszcza na lekcjach. Chodzę na nie nie tylko z obowiązku szkolnego, ale dlatego iż chcę się czegoś nauczyć, a takie osoby tylko wszystko utrudniają. Dodatkowo wkurzają mnie, inne osoby z klasy jak i nauczyciela.
    Zazwyczaj na projektach grupowych osoby cieszą się, że są ze mną w grupie, ponieważ uważają, że wszystko za nich zrobię. To mnie doprowadza do szału. Tak, mam dobre oceny, no ale inni też mają mózgi, prawda? I też mogą ich używać. W takim razie dlaczego tylko ja mam pracować, a podczas prezentacji projektu inne osoby, które przez cały czas siedziały sobie w najlepsze i nic nie robiły też mają dostać oceny za naszą (czasami ewentualnie ktoś się jeszcze łaskawie ruszy z miejsca) pracę?
    Ogólnie nie lubię, gdy ludzie zbyt często przeklinają. Czasami co prawda mi też się zdarza, ale to się dzieje wtedy, gdy zostaję naprawdę wyprowadzona z równowagi. Ale denerwują mnie osoby, których co drugie słowo to przekleństwo, lub używają ich do podkreślenia swojego 'oburzenia' tak ja powiedziałaś, w internecie. Sądzę, że to jest nie tyle niekulturalne, co nie etyczne.
    Nie mam kota i nie zamierzam- jestem wiecznym sprzymierzeńcem psów i nigdy nie lubiłam kotów. Ale rozumiem Twój ból- moja koleżanka ma kota i gdy u niej nocowałam myślałam, że szlag mnie trafi, kiedy zaczął mi miałczeć pod łóżkiem o 4 rano.
    Pozdrawiam,
    Alexis Murphy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję laureta!! Na pewno wielu ci zazdrości ;)
    Ja również miałam w podstawówce laureata z polskiego, jednak w gimnazjum już się nie udało... Zresztą, zbytnio w zwolnieniu z egzaminów gimnazjalnych nie pomaga :/
    Dosyć spora ta lista rzeczy, które cie wkurzają. Większość pozycji wkurza także i mnie. W szczególności wulgarne hejty i zazdrośnicy. No, poza tym kotem... nie mam kota, więc nie potrafię się wypowiedzieć :)

    http://waysaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. może to niepokojące, ale lubię takie posty, a ty napisałaś swój naprawdę dobrze i aż chciało się czytać ^^
    Gratulację! Ja nie wyobrażam sobie wygrać takiego konkursu! Pewnie masz naprawdę pofałdkowany mózg (im więcej fałdek tym człowiek mądrzejszy). I to nie było żadne szczęście! Dobrze o tym wiesz ;)
    Zgadzam się z Tobą w prawie wszystkim! Tylko z ważniakiem troszkę mniej. Jak ktoś się zbytnio wymądrza to się wyłączam, albo wdaje się w kłótnie, ale... mam to szczęście. Dużo osób nie stara mi się pokazać swojej intelektualnej wyższości ;)
    Z tymi paranormalami romancami trafiłaś w sedno! Mam to smao zdanie! "Klątwa tygrysa" była zupełna żenadą! Człowiek przewidywał wszystko od początku do końca. No i te główne bohaterki zazwyczaj są egoistkami, ale same o tym nie wiedzą. Idealnie opisałaś w czym potrzebny był Kelsey Kichan ;)
    Ja co prawda przeczytałam 4 części, bo było to rozluźniające, bawiło mnie i dzięki temu zacheciałam kilka koleżanek do czytania. opowiadając im własnie "Klątwe tygrysa". Jakoś zacząć trzeba, co nie?
    Teraz przeczytałam "Zmierzch" i prawdę mówiąc jest lepszy od filmu. Co prawda główna bohaterka nie błyszczy charakterem, ale... mogło być gorzej. Naprawdę zaskoczyła mnie ta powieść. Gorsza była "KT" i "Pandemonium"...
    jakże się cieszę, że tez stronisz od tego gatunku. W ten sposób łatwo poznać samych swoich, co nie?
    zawalanie roboty, jak ja to znam. Nienawidzę u siebie instynktu "musisz coś zrobić". a potem wszyscy podpisują się pod twoja praca i się wdzięcznie uśmiechają :(
    Taaak. tez nienawidzę komentarzy pt. " świetny blog zapraszam do mnie". Co prawda nie mam z tym problemu gdyż obserwuje mnie 10 osób, ale jak czytam takie komentarze na innych blogach, czy tez na blogu mojej siostry to tak jak Ty, żebami zgrzytam.
    Masz fajnego kota, Współczuję ci że malec potrafi wchodzić na szafę. Ja mam psa i ten aż takich zdolności nie posiada. Ale w sumie robi to samo co twój pupil. ^^
    Pozdrawiam serdecznie
    (I ja do Ciebie długo nie wchodziłam. Nie powieszę cię, ale ty tez mnie nie wieszaj :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejku... jak się rozpisałam, wybacz :)

      Usuń
    2. Ależ nie mam Ci co wybaczać! Kocham Twoje komentarze. Zawsze, gdy je czytam, mam "banana" na twarzy:D
      Nie no, paranormal romance czytam, bo pozwalają się zrelaksować, cudownie czasem odmóżdżają i bywa, że trafiają się jakieś fajne;)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!
      Pola
      PS: Umówmy się, że nie będziemy się nawzajem wieszały i będzie dobrze;)

      Usuń