czwartek, 30 czerwca 2016

Sabinka cz.2 (Cykl Słowiański)

...
Ogólnie nie ma to jak pisać opowiadanie na ostatnią chwilę.
Jednak szczęśliwie się wyrobiłam i późno, bo późno, ale wstawiam kolejną część Sabinki!
*fanfary!*
Przypominam: to kolejna część opowiadania o pewnej badaczce nadprzyrodzonych stworzeń rodem ze słowiańskich wierzeń. Poprzednie części znajdziecie tutaj:

Przy pisaniu opowiadania (jak i w ogóle całego ,,cyklu") korzystałam z ,,Bestiariusza słowiańskiego", Internetu, a tym razem także z ,,Mitologii. Mitów i legend świata". 
Tekst powstał w ramach Kreatywnego Spojrzenia, a hasła na ten miesiąc to: sen, dżem i czarownica.
Zapraszam!

EDIT: Wprowadziłam parę poprawek

https://images.unsplash.com/photo-1455390582262-044cdead277a?ixlib=rb-0.3.5&q=80&fm=jpg&crop=entropy&s=291e2784f0e79036afa4f95fa2e17b6b 
Źródło- licencja CC0

Sabinka (cz.2) 




– …i przyszli, te instytuty te, i powyciągali te diabły kosmate z lasów, o! Wcześniej dobrze było, a teraz te potwory jak święte krowy! 
Dyskretnie zerknęłam na zegarek. Pani Kisielowa, pokaźna i dość nerwowa matrona, wylewała żale już od sześciu minut. Byłam doprawdy pełna podziwu.
Poprawiłam się na fotelu. Od rana przyjmowałam wszystkich skarżących się na Sabinkę, tego wrednego, kogutopodobnego stwora, który z sobie tylko znanych powodów uznał, że potworne ryki o piątej rano to znakomity pomysł.
 Cóż, powiedzmy, że moi sąsiedzi nie byli szczególnie zachwyceni.
Zaczęło się od kulturalnych napomnień. Później przerodziły się w pełne irytacji uwagi i oskarżenia.
Aż w końcu stałam się obiektem nienawiści całego sąsiedztwa.
W skargach przodowała pani Kisielowa, która była już u mnie szósty raz w ciągu pięciu dni. O ile początki rozmów przebiegały jeszcze w miarę cywilizowany sposób, później moja sąsiadka swobodnie pozbywała się wszelkich pozorów grzeczności i wygarniała mi wszystko, co myśli. O bazyliszku, o mnie, moich badaniach, Instytucie, lokatorach i w ogóle niesprawiedliwości życia.
– … naukowcy cholerni, panoszą się, jak u siebie! Stworzenia nadprzyrodzone! Ha! Żeby spokojnych ludzi tak po nocy budzić! Zwierzęta straszyć! I jeszcze paskuda pod ochroną jest! Jak te wszystkie demony, zaraza! Przyjechali, zajęli i jeszcze wysłali tych, pożal się Boże, badaczy! 
No tak.
Badania nad istotami nadprzyrodzonymi były stosunkowo nową dziedziną nauki, która narodziła się parę lat temu. To wtedy światem wstrząsnęły sensacyjne odkrycia w pewnym odludnym lesie- odnaleziono stworzenia, w których istnienie dotąd nawet nie wierzono i kojarzono tylko ze starymi legendami. Okazało się, że ostali się nieliczni, ukrywający się przez wieki przedstawiciele gatunków, dosłownie na skraju wyginięcia przez ludzkość i rozwój cywilizacji. I wtedy właśnie powstał tak potępiany przez panią Kisielową Instytut Badań Nad Istotami Nadprzyrodzonymi (w skrócie IBNIN), który otoczył stworzenia ochroną i kategorycznie zabronił ich zabijania. Regularnie wysyłał również  „pożal się Boże, badaczy”, w tym niedawno moją skromną osobę, w celach obserwacji tych świeżo odkrytych gatunków.
Moi sąsiedzi nigdy do końca nie zaakceptowali mojej obecności, ale teraz, gdy przyjęłam bazyliszka… no cóż, nasze stosunki, o ile to w ogóle możliwe, pogorszyły się jeszcze bardziej.
Sabinka rozsądnie mnie unikała i wraz z przyjściem pani Kisielowej oczywiście ulotniła się do kuchni, gdzie Hejdasz smażył naleśniki z dżemem. Wnioskując po odgłosach, właśnie próbowała zjeść patelnię.
Przejechałam dłonią po twarzy.
– Co, nudzę panią?! – wrzasnęła pani Kisielowa, ostatecznie tracąc panowanie nad sobą.
Nie wytrzymałam.
– Owszem – wycedziłam chłodno. – Proszę mi uwierzyć, słuchanie tego samego pięć dni z rzędu nie jest szczególnie fascynujące.
Panią Kisielową na chwilę zatkało. Otworzyła usta i je zamknęła.
Po czym wolno pokiwała głową.
– A więc tak – powiedziała z mrocznym spokojem. – W takim razie ja już sobie pójdę.
Z cichym stęknięciem podniosła się z fotela i wyszła. Odprowadziłam ją oszołomionym wzrokiem. Ten brak reakcji był co najmniej niepokojący.
Przełknęłam ślinę, czując narastającą grozę. Jak to było? „Zemsta najlepiej smakuje na zimno”?
Odepchnęłam od siebie napływające czarne myśli.
Z niejakim trudem podniosłam się z fotela i poszłam do kuchni. Hejdasz właśnie próbował odkleić naleśnika od podejrzanie obgryzionej patelni, a Sabinka dobrała się do słoika z dżemem.
Diabeł rozsądnie zasłonił bazyliszka własnym ciałem. Rzuciłam im zmęczone spojrzenie i nastawiłam wodę na kawę.
Od kilku dni między mną a Sabinką trwał konflikt. Najczęściej polegał na tym, że ja na nią krzyczałam, a ona w odpowiedzi piała mi do ucha. Poczwara jednak nie przestawała na tym- regularnie znajdywałam swoje poduszki i prześcieradła w malowniczych strzępach, nie wspominając już o skłonności bazyliszka do pożerania wszystkiego. W tym moich notatek.
Uściślijmy: bardzo ważnych notatek.
Kiedyś autentycznie chciałam zakleić dziób bazyliszka taśmą klejącą, ale gdy zobaczyłam, jak samym jego czubkiem przebił metalową puszkę, uznałam, że chyba nie warto. Nie wspominając o ewentualnym pozwaniu za znęcanie się nad zwierzętami.
O to, że zwierzę znęca się nade mną, nikt już nie dbał.
– Czemu ta pani była taka zła? – zapytał Hejdasz, zeskrobując szczątki naleśnika z patelni.
Łypnęłam na niego nieprzychylnie. Brak snu sprawiał, że byłam jeszcze bardziej drażliwa  niż zwykle.
– A jak sądzisz?
Diabeł zerknął na Sabinkę, której różowe gogle były już niemal w całości pokryte dżemem i gładko zmienił temat.
– Chcesz naleśnika?
Spojrzałam na poczerniałe szczątki.
Moje usta już układały się w pełne jadu „nie, dzięki”, gdy nagle rozległ się grzmot. Poczułam, jak trzęsie się podłoga. 
Na chwilę zapadła martwa cisza.
Wyjrzałam za okno. Na dotąd krystalicznym, letnim niebie znikąd pojawiły się chmury. 
– Anka? – W głosie Hejdasza dało się wyczuć nutki paniki.
I znowu nie dane było mi się odezwać, bo drzwi otworzyły się gwałtownie, prawie wypadając z zawiasów. Zawiał zimny wiatr, niemal zbijając mnie z nóg.
W progu stała czarownica.
Miała rzadkie, siwe włosy i czarne jak węgle oczy, a twarz z haczykowatym nosem pokrywała siatka zmarszczek. Długa, połatana spódnica zamiatała ziemię. Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości co do jej tożsamości, w ręku ściskała wielką miotłę.
Wiedźma potoczyła po nas wzrokiem. Najwidoczniej usatysfakcjonowało ją wrażenie, jakie wywarło na nas jej efektowne wejście, bo rozchyliła usta w upiornym uśmiechu.
Wszystkie zęby były żelazne.
Sabinka wydała z siebie dziwny skrzek i schowała się za Hejdasza.
Wzdrygnęłam się. 
Czarownica, wiedźma, Baba Jaga- jakkolwiek by się jej nie nazwało, zawsze wywoływała przerażenie. Nawet w IBNINie. Przeszkodą w badaniach nie byli nawet tyle niezadowoleni mieszkańcy wiosek, ile właśnie wiedźmy, do odkrycia istnienia drugiego świata niemal władczynie lasów i wszystkich zamieszkujących je stworzeń. Nawet teraz, mimo kruchej ugody między naukowcami a czarownicami (omijać szerokim łukiem, nie ingerować we wzajemne sprawy), każdy rozsądny starał się trzymać od nich z daleka. 
Ponoć mieszkały w chatach na kurzych łapach, otoczonych płotem z ludzkich kości. Latały na miotłach i w moździerzach. Porywały i zjadały dzieci. Zsyłały choroby samym spojrzeniem i przywoływała chmury.
Przede wszystkim jednak władały magią, której nawet naukowcy jeszcze nie zgłębili.
Magią i bardzo potężną wiedzą.
Baba Jaga, wciąż nie przestając się uśmiechać, wychrypiała efektownie:
– Chyba musimy porozmawiać.   












  

Jeszcze szybko napomknę: drugiego lipca wyjeżdżam i przez tydzień nie będę dawała znaku życia. Tak więc do zobaczenia za tydzień:) 

6 komentarzy:

  1. Ale Ty masz talent! Genialne opowiadanie, czytałam z wielką lekkością :) Wróżę Ci świetlaną przyszłość jako pisarki w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest takie świetne :) Zresztą jak zwykle! Zabawne, wciągające, lekkie i oryginalne. Ta Kisielowa przypomina mi trochę takiego mohera, a powinna być zadowolona z takiego darmowego budzika. Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo wciągające opowiadanie. Aż chce się czytać ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!! Nominuje się do LBA! Pytania u mnie :)
    Jak będziesz mieć czas to możesz odpowiedzieć... ;)

    http://wkrainiebezsensu.blogspot.com/2016/07/pierwsze-lba.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, niezmiennie jedno z najporządniejszych piór na blogspocie! Widziałem już dawno, że ukazał się nowy epizod przygód w sabinkowym uniwersum, ale miałem spooooro rzeczy na głowie, na szczęście już nadrobione! ;]

    Niezmiennie przyjemnie się czyta, ładnie obudowujesz dialogi tymi wszystkimi opisami zachowań bohaterów, to mnie chyba zawsze najbardziej urzeka! <3

    Jedynie zdanko "Jakby ktoś jeszcze miał obiekcje co do jej tożsamości, w ręku ściskała wielką miotłę." mi się nie podoba, a zamiast 'obiekcje' użyłbym 'wątpliwości'. Ale to drobnostka!

    Ciekawe kto jest wiedźmą. Czy nie aby Kisielowa? A może jej zauszniczka? Znajoma? Siostra? INTERNET CZEKA, MY CZEKAMY!

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, hej!
    DLACZEGO, NA MERLINA, TAK KRÓTKO?! DLACZEGO?!
    Po prostu ja tak uwielbiam to opowiadanie, że po prostu chcę więcej. Oryginalne, śmieszne, postaci wykreowane po prostu świetnie, pani Kisielowa idealnie przedstawiona po prostu.
    I ta wiedźma na końcu! Kim ona jest? Może ma coś wspólnego z Kisielową? Bo jej zachowanie było dość nietypowe!
    CZEKAM NA WIĘCEJ!

    OdpowiedzUsuń