wtorek, 5 kwietnia 2016

Lost, czyli zagubieni w scenariuszu

W moim sercu nastała mroczna pustka. 
Oto bowiem zakończyłam oglądanie serialu i w sumie to nie bardzo wiem, co teraz ze sobą zrobić.
Zakończyłam oglądanie serialu, który, o dziwo, obejrzałam do końca (a jestem beznadziejna w dokańczaniu długich produkcji, więc... no, to jest coś!).
Serialu, który wciągnął mnie tak, że aż sama byłam zaskoczona.
Serialu, wobec którego mam tak mieszane uczucia, że nie bardzo wiem, jak to ubrać w słowa.
Proszę państwa, mam zaszczyt przedstawić pseudorecenzję ,,Zagubionych" (Lost)!

Źródło

Anegdotka: przez niemal cały pierwszy sezon lektor czytał ,,Lost" jako ,,Lołst". Trauma do końca życia.

Czterdziestu ośmiu pasażerów lotu Oceanic 815 rozbija się na bezludnej wyspie. Chirurg, oszust, przestępca, dziewczyna w ciąży, były żołnierz, narkoman, koreańskie małżeństwo, ojciec próbujący zbudować jakąś relację z synem - ogólnie mnóstwo ludzi, którzy skrajnie się od siebie różnią, a muszą walczyć razem o przetrwanie. Do tego, jakżeby inaczej, okazuje się, że ta niezamieszkana wyspa to chyba nie do końca taka niezamieszkana. Nadprzyrodzone zjawiska, dziwni ,,tamci",  czarny dym, tajemniczy projekt, cuda i koszmary - pełen pakiet.
,,Guys... Where are we?".


Wbrew pozorom, w ,,Zagubionych" najważniejsze i najlepsze wcale nie są te wątki paranormalne (no dobra, dla mnie). Największą rolę mają tu ludzie. Jest mnóstwo postaci, a niemal każda dostaje swoją opowieść. Wiadomo, jedni bohaterowie są przezacni, drudzy niewiarygodnie wręcz wnerwiający albo zwyczajnie mdli, ale zaletą tak wielu osób w serialu jest to, że zazwyczaj znajdzie się chociaż jedna, której losy będziemy chcieli śledzić. Szkoda, że kilkoro bohaterów zostało troszkę spłyconych, ale na szczęście moi faworyci do końca trzymają poziom.
Ale, jak to mawia Bukwa, ad rem - stopniowo odkrywamy przeszłość, opowieści, tajemnice i motywy postaci. A to, jak scenarzyści prowadzą ich historie, jak konfrontują z resztą ludzi, jak przeplatają wątki, łączą ze sobą... no genialne! Niemal każdy z protagonistów/antagonistów ma swoje retrospekcje (i związane z nimi tajemnice), a od trzeciego sezonu również futurospekcje (!), przeplatane z wydarzeniami na wyspie. Majstersztyk! Uwielbiam wielowątkowość, uwielbiam pełnokrwistych bohaterów. Właściwie te obyczajowe wątki sprzed pechowego lądowania są najbardziej intrygujące. Chociaż te związane z wyspą również zostały świetnie wymyślone i rozpoczęte. Pomysł goni pomysł, a sama wyspa i to, co się z nią wiąże zostało niesamowicie dobrze wykreowane.

,,Zagubieni", poza wielowątkowością i  bohaterami, znani są również ze stale budowanego napięcia oraz przede wszystkim mnóstwa tajemnic. Wątpliwości, pytania, zagadki z każdym odcinkiem się mnożą. A po wielu rozwiązaniach, odkryciach i tak dalej, przez dobre parę godzin zbierałam opadniętą szczękę z podłogi. Jako że ta recenzja jest raczej ,,spoiler-free" (jeśli gdzieś występują, to zaznaczone), muszę się naprawdę wysilić, bo naprawdę mnóstwo rzeczy okazuje się zaskoczeniem i byłoby niecnym spoilerem. A tego nikt by nie chciał przeczytać.
(A'propos, ostatnio przypadkowo zdradziłam przyjaciółce pewną dość ważną rzecz z właśnie czytanej przez nią książki. Poczułam się jak zbrodniarz.)
Myślisz, że wiesz, czemu dana postać robi to, co robi? Myślisz, że wiesz,  co za chwilę się wydarzy? Myślisz, że wiesz, jakie jest rozwiązanie?
Otóż: nie, nie wiesz.


Czy więc stało się niemożliwe i ludzkość w końcu stworzyła serial idealny?
Nie.

,,Zagubieni" są przede wszystkim pozycją nierówną. To znaczy, ma sporo odcinków genialnych, rozwalających system, cudnych, przezacnych, inteligentnych, rozbrajających i w ogóle, ale zdarzają się też (i to nieco za często) nudne, dziwne, takie sobie, kiepskie, marne. No wiecie, raz są intrygi, manipulacja i inteligentne dialogi, a raz łażą z plecakami po dżungli tam i z powrotem. I robią bezsensowne rzeczy.
Zdarzają się też sceny pełne niepotrzebnego patosu, przejaskrawienia, dziwacznej muzyki (że niby napięcie) oraz sztywnych, pełnych emfazy dialogów, które dają raczej komiczny efekt. A chyba nie oto chodziło. Do tego w serialu jest kilka ,,udziwnień". To znaczy twórcy momentami za bardzo wszystko komplikują, aż do przesady. Jakby nie patrzyli na sens i logikę, tylko na to, żeby zaskoczyć widza na siłę. 
Wiecie, w paru momentach byłam dość mocno znużona i autentycznie chciałam porzucić oglądanie. Wtedy jednak następował odcinek z cyklu ,,rozwalające system", no i wtedy błyskawicznie odrzucałam tę myśl. Ale przez trochę słabych epizodów trzeba przebrnąć, na szczęście te zacne zdecydowanie rekompensują.
Moim skromnym zdaniem najlepsze są sezony drugi i trzeci, może jeszcze ewentualnie czwarty. Zdecydowanie najgorszy jest szósty, czyli ostatni. Po prostu... nie.

Efekty specjalne są... jakie są. Czyli raczej słabe, ale nie kłują w oczy. Trzeba wziąć pod uwagę, że to serial (a więc mniejszy budżet), do tego pochodzący z lat 2004-2010 (mają takie fajne telefony z zamykaną klapką!).


Podziwiam scenarzystów. Serio, naprawdę ich podziwiam. Mieli pierdyliard postaci, wątków, tajemnic i jeszcze to wszystko pięknie łączyli. Często jednak zwyczajnie nie dali sobie rady, o czymś zapomnieli, czegoś nie dokończyli, coś porzucili. Ogólnie- zagubili się, że tak powiem.
...
Dobra, wiem, już nie będę. 
Najważniejsze pytanie jednak brzmi: czy  ostatecznie, w samym finale, udźwignęli ciężar tak skomplikowanej historii?

MAŁY SPOILER: nie. Ani trochę. Bardzo dużo wątków zostało niedokończonych, zostawionych, jakby zapomnianych. Wygląda na to, że pisząc scenariusz, twórcy nie wiedzieli, jak ta historia się skończy i wcisnęli tyle rzeczy, że potem mieli problem. Do tego momentami plątali się w całej opowieści i tak trochę błądzili bez celu. Zakończenie... no, wzbudziło sporo kontrowersji. Moim zdaniem nie było tragiczne, aczkolwiek poczułam się mocno rozczarowana. Że co? A co z [wstaw wątek], [wstaw wątek], [wstaw wątek]? Czemu oni zginęli? Czemu zginęli, chociaż nie powinni? O co w ogóle chodzi? Czemu ta cała intryga, te sekrety, czemu to zostało tak beznadziejnie spłycone? Veto! Ja nie chcę takiego zakończenia! 

GIGANTYCZNY, WIELKI, PODŁY SPOILER: Zabili Sun. I Jina. I Juliet. I Anę Lucię. I Mr. Eko. I Saida. Czyli jakimś podejrzanym trafem, większość moich ulubionych, a w każdym razie najbardziej intrygujących postaci! Dobrze, że oszczędzili Bena i Desmonda. Ale kurde no!Zabili tych najlepszych.

Nie umiem wystawić jakiejś liczbowej oceny. Po prostu nie umiem. Mam naprawdę mieszane uczucia i chociaż te pozytywne zdecydowanie przeważają, no to jednak troszkę za dużo było tych gorszych momentów.
Ale ogólnie- jest zacnie. Naprawdę zacnie. I myślę, że mogę z czystym sumieniem polecić.

 ♥

A na koniec kieruję  pytanie do Was: znacie może jeszcze jakiś godny polecenia serial?

Pozdrawiam ciepło!
P.

14 komentarzy:

  1. Ten serial już bardzo dawno temu oglądała moja mama, a ja razem z nią. Pamiętam, że bardzo nas wciągnął. Nie wiem ile wtedy miałam lat, ale niewiele już z niego pamiętam i zamierzam niedługo obejrzeć go od nowa.
    Mogę Ci polecić The Walking Dead i Grę o Tron (chociaż wiem, że nie wszystkim się podoba xD).
    Pozdrawiam:D
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie polecam ze swojej strony mój ulubiony serial: Grę o tron
    No i jeszcze jeden, który również mnie urzekł: Breaking bad :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, frajerscy lektorzy to jedno z największych frajerstw tej ziemi. Uch.
    Twój post spadł mi jak manna z nieba (czy coś tam), bo rozważałam ostatnimi czasy obejrzenie Lostów (co prawda mój dobry żeński ziomek i kompan twierdzi, że w dalszych sezonach niż 1-2 scenarzyści sami zaczynają się gubić - co oznacza, że podzielacie chyba po części opinie, bo ziomek stwierdza niezależnie od wszystkiego, że serial jest w istocie zacny). Po pierwsze dlatego, że zbijam z Tobą absolutnego pjonsa, jeśli chodzi o miłość zarówno do wielowątkowości, jak i pełnokrwistych, dobrze skonstruowanych, ciekawych bohaterów. Po drugie, fabułę polegającą na odcięciu owych bohaterów od cywilizacji i pomocy, wielbię zwykle całym sercem ("Władca much" się kłania... W ogóle trochę zajeżdża "Władcą much" przez tę wyspę i samolot :D).
    Zdaje się, że umysły trochę nam się zsynchronizowały, bo napisałam już swego czasu post o całkiem zacnym (pierwszym sezonie pewnego) serialu - nie wiem, czy się opublikował, bo ustawiłam datę jego objawienia na tradycyjny już siódmy, ale mogło nie zadziałać :P Post ten miał traktować, wedle mych zamierzeń, o wielce zacnej produkcji Orphan Black (w istocie nie traktuje o niczym, jak to zwykle bywa). Polecam. Bukwa. Też fajni bohaterowie, emocji dreszczyk i w ogóle przyjemnie, choć dość mhrocznie. No a poza tym nigdy za wiele Doktora House'a i Sherlocka <3 Z takich troszkę starszych lubię jeszcze Poirota i Monka, ale to takie kryminałki bez ciągłej fabuły. No i South Park. Koniecznie muszę obejrzeć więcej South Parku.
    I wreszcie: gość z pierwszego gifa. Kim on jest? Gdzie grał? Kojarzę go i nie wiem skąd, aaaa D:
    Ach, jakże przyjemną była lektura tekstu Twego autorstwa! <3
    B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Och znam ten ból po zakończeniu serialu... Strasznie przeszywający i ta wewnętrzna pustka :D Ale na pewno znajdziesz coś szybko na miejsce "Zagubionych" osobiści uwielbiam: Mentalista, Grimm, W garniturach, Mapa zbrodni, Przyjaciele, Współczesna rodzina, Teoria wielkiego podrywu, Pępek świata - może któryś przypadnie Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety jeszcze nie miałam czasu zapoznać się z tym serialem. Postaram się wszystko nadrobić jak skończę "Supernatural" (gorąco polecam!)
    Jeśli szukasz fajnych seriali: "The Walking Dead", "Teen Wolf"!!!!!!!!! "Teoria wielkiego podrywu", "Przyjaciele", "Sherlock"... polecam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, jakoś tak wiedziałam, że dzisiaj/wczoraj pojawi się tutaj post! XD no. To się zwie kobieca intuicja!
    Serial wydaje się naprawdę przeciekawy, choć mam uraz do takich tasiemców, zwłaszcza kiedy obfitują w nagłe i, jak mówisz, naciągane zwroty akcji. Ech. Pretty Little Liars to jeden wielki zawód - takiego wyzbytego sensu tasiemca (który z początku sens miał) jeszcze nie było :|
    Hoho! Występowały pełnokrwiste postacie! Czasem wydaje mi się, że dobry film można nakręcić na podstawie dialogu genialnych osobistości :P
    SPOILER DLA POTENCJALNEGO CZYTELNIKA KOMENTARZY
    Dlaczego scenarzyści są tacy okrutni i uśmiercają najlepszych bohaterów?! Tfu! To samo z autorami książek, ech!
    KONIEC SPOILERA
    Co do seriali - oglądam tylko Ojca Mateusza, więc chyba nie bardzo pomogę! No. I obejrzałam wszystkie odcinki Avatara Legendy Anga :D
    Czy Ty oglądasz filmy BookRewievs (dobrze to napisałam? O.o). Tak mi się skojarzyło przez "rozpierniczacz systemu", który Anita z tychże filmów nagminnie używa.
    No.

    Pozdrawiam ciepło!
    Zacna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie sądzę, żeby to był jakiś błąd lektora mówiąc "lołst". Są różne akcenty angielskiego, więc pewnie mówił po temu, co się uczył. Chociaż nawet jak wypowiadają (anglojęzyczni) po "o" "ł" to nie słychać tego, aż tak wyraźnie.. Ale jednak to dziwnie, że nie lektor nie mówił normalnie. Jeśli chodzi o serial to mnie średnio zachęcił. Kiedy już myślałam, żeby obejrzeć ten serial to przeczytałam o słabo rozwiniętych wątkach bohaterów. I z ciekawości spoilery. Nie lubię tego typu rzeczy w książkach, serialach i filmach, dlatego jednak nie obejrzę "Zagubionych"

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo, znam ten ból po obejrzanym serialu, chodź, niech Cię uściskam i otrę łzy... ;]

    "Lołstów" nie oglądałem, chociaż kojarzę kilka motywów, na przykład jedzenie nieistniejącego masła orzechowego, oskarżanie tego grubaska o chowanie zapasów lub znalezienie samolotu z figurkami Maryi, w których były narkotyki. Dobrze kojarzę?

    Obejrzyj sobie Peaky Blinders, Wikingów lub Downton Abbey! ;)

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK, KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze kojarzysz, wszystkie motywy były:D
      W sumie słyszałam mnóstwo dobrego o Wikingach, więc może...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Widziałam raz jeden odcinek "Zagubionych", ale to chyba było całe lata świetlne temu, więc nie pamiętam, o czym on był.
    Przeczytałam spoilery.
    Jestem idiotką.
    Ogólnie polecam Ci "Grę o tron" (dotrwałam od szóstego odcinka, ale potem jakoś tak miałam ważniejsze sprawy i zapomniałam, że HBO wyświetla każdego dnia wieczorem dwa odcinki, "Scream Queens" (Wspominałaś, ze to nie Twoje tematy, ale jeśli nie przeszkadza Ci to, że wszystkie elementy są przerysowane, to możesz to obejrzeć. Ogólnie trudno wyjaśnić moją sympatie do tej produkcji. To chyba przez Emmę i Billie. O Boże, Billie jest boska. W zasadzie to wszystko miało tak być - w końcu jest to połączenie komedii i horroru, więc za wiele nie można się spodziewać.), "Noragami" (co tam, że anime - jest przecież genialne!) i... Tutaj w sumie moja wiedza się kończy.
    Pozdrawiam
    Już sobie idę - do maratonu matematycznego trzeba się jakoś w koncu przygotować ;)
    Tutti
    PS Przepraszam za wszelkie błędy!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jestem taką istotką, która w swoim szesnastoletnim życiu oglądałam zaledwie kilka seriali (a może serialów :D) Pamiętam, że kiedyś Lost leciało po 22 na jedynce, i że jako dziecko przysiadałam na schodkach i w oglądałam ten serial, tak, żeby rodzice nie zauważyli, że nie śpię :D
    Achh .. i ta moja miłość do Sawyera ♥ O bogowie, jak ja go uwielbiałam! A ostatnio moje serducho się załamało, gdy okazało się, że plotka o tym, jakoby Josh miał zagrać we Wiedźminie, okazała się nieprawdziwa :'(
    Co do seriali to gorąco mogę Ci polecić Grę o Tron ♥ Nie wiem, czy wszystkie sezony są dobre, bo jak na razie skończyłam na trzecim sezonie (nie chcę sobie spojlerować książek) ale te trzy, które widziałam są naprawdę świetne *.*
    Buziaki,
    Luna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też widziałam zaledwie kilka seriali, chyba częściej sięgam po filmy. Sawyer był zacny! Może czasem troszkę wnerwiający, ale uroku osobistego nie można mu odmówić, miał w sobie to coś;)
      Pozdrawiam ciepło!
      P.

      Usuń
  11. Witaj!
    Chciałam ci napisać, że czytam praktycznie każdy twój post, ale niestety jakoś nie komentowałam... Za co strasznie cię przepraszam :/ Postaram się to teraz zmienić! :D
    Pamiętam Lost - moja siostra kochała ten serial. Sama oglądałam przez pewien czas, ale później... trafiłam właśnie na kilka takich beznadziejnych odcinków i się zniechęciłam. Ale od czasu do czasu fajnie było sobie obejrzeć :D
    Zdecydowanie polecam Grę o Tron - tak jak wiele osób przede mną. Mój brat także bardzo chwali Wikingów - sama zamierzam się za nich zabrać :D
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i zapraszam na prolog mojego bloga o podróżach w czasie (wybacz za reklamę...):
    academie-mirandel.blogspot.com
    I do napisania! :>

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja to tylko jak przez mgłę kojarzę ten serial. Chociaż pamiętam, że był czas, kiedy naprawdę się na to wzięłam i dosyć dużo obejrzałam odcinków, ale ta miłość wygasła. Kojarzą mi się jednak walki z dzikami (?), chociaż to może być zupełnie inny serial... :D

    OdpowiedzUsuń